piątek, 31 marca 2017

Żółcie i czerwienie pejzażowe.

Na pograniczu dnia i nocy świat żółknie i czerwienieje. Odchodzący już dzień dzień czaruje jeszcze przez chwilę niezwykłą urodą barw. Jak by to było wspaniale, gdyby każde pożegnanie w naszym życiu było tak piękne jak pożegnanie dnia.




sobota, 25 marca 2017

Impresje z wiosennej włóczęgi śródłącznej.

Przyszedł czas na brodzenie, w woderach, po śródłącznych rozlewiskach. Trzeba było iść krok za krokiem, nieśpiesznie, ostrożnie i tak cicho, jak tylko jest to możliwe w tych warunkach. Nadrzeczne trzciny i woda  lśniły blaskiem, kiedy patrzyło się prosto w późno popołudniowe słońce.



Światło stawało się ciepłe, przechodziło przemianę od jaskrawości, ku żółciom i złocistościom. Wody na łąkach było jeszcze na tyle, że gdzieniegdzie mogły po niej pływać łabędzie.



Słońce zniżało się nieuchronnie ku linii horyzontu. Zostało mało czasu na bezpieczny powrót, zanim nadszedł zmrok. Warto było jednak podjąć ryzyko, aby dotrzeć i zatrzymać się w miejscu, z którego można było zapatrzyć się w wyzłoconą nadrzeczną przestrzeń.



Powrót do samochodu wiódł drogą biegnącą prosto ku zachodzącemu słońcu. Te same, ponownie napotkane łabędzie, na tle barwy starego złota, wypiękniały. Widać natura działa jak najdoskonalszy jubiler, bo przecież nawet najznamienitsze klejnoty bez odpowiedniej oprawy nie zachwycają.





Z zalanych nadrzecznych łąk i trzcinowych zakamarków zdążyłem wyjść na czas. Słońce zaszło już definitywnie. Niebo było jeszcze zaczerwienione, jednak robiło się już szarawo. Od auta dzieliła mnie już tylko wąska zakrzaczona wierzbą grobla. Na niej czekała na mnie  kolejna tego wieczoru atrakcja, świeżuteńkie łosie tropy, których nie było tutaj półtorej godziny wcześniej. Po chwili łoś wyszedł na sam środek zarośniętej grobli, kilkanaście metrów ode mnie. Był tym niespodziewanym spotkaniem zaskoczony, toteż zatrzymał się na chwilę, aby przyjrzeć się intruzowi, który przeszkodził mu w posiłku, po czym bez paniki poszedł  sobie przyległą do grobli łąką w kierunku rzeki. Tam zajął się dalszą konsumpcją.





Do samochodu dotarłem już prawie o zmroku. Dzień zakończył się, ale pozostał po nim obraz zapisany na zdjęciach - ślad, który ożywia na powrót miniony już zachwyt i wzruszenie.







sobota, 18 marca 2017

Biebrzańskie snucie się.

   Do przemierzania biebrzańskich łąk i turzycowisk, zwłaszcza w szare i wilgotne dni, najlepiej pasuje określenie "snucie się". Jest to ciche i uważne zanurzanie się w biebrzańskiej przestrzeni, przez co stajemy się jej częścią.
    Słowo "snucie" świetnie pasuje do miękkości linii wokół, delikatności ledwo co zaznaczonej barwy i nieśpiesznego tempa wędrówki, która cieszy sama z siebie i nie ma banalnie praktycznego celu. Ten brak konkretnego celu nie oznacza jednak obojętności. Jest to raczej stan napięcia i wyczekiwania na to, co podaruje Matka Natura, a jak smakuje taki podarunek wie tylko ten, kto potrafi się bezinteresownie "snuć".
 











http://iwaszko.fotopozytywy.pl/index.php?album=215&detail=2793

poniedziałek, 13 marca 2017

Gęsi - przelotów ciąg dalszy.

   Gęsie przeloty odmierzają niezmiennie bieg czasu. Wraz z upływem kolejnych lat to, co wydaje się być najważniejsze i najcenniejsze blaknie i traci na znaczeniu. To, co nowe przemija już w tej samej chwili, w której się wydarza.
   Coroczny gęsi przelot budzi jednakże we mnie te same niezmienne tęsknoty, to samo wzruszenie.  Może jednak nie wszytko poddaje się upływowi czasu, może jest w człowieku jakaś cząstka absolutu, głęboko skryta pod powierzchnią zdarzeń. Może nawet wtedy, gdy nas już nie będzie ona pozostanie ?
  Gęsie przeloty będą i wtedy dalej odmierzać bieg czasu.










http://iwaszko.fotopozytywy.pl/index.php?album=211
http://iwaszko.fotopozytywy.pl/index.php?album=246
http://iwaszko.fotopozytywy.pl/index.php?album=199

piątek, 10 marca 2017

Gęsi.

Jak co roku widok gęsich kluczy na biebrzańskim niebie to zapowiedź wiosny. Słychać je już z daleka, powietrze drży od ich przenikliwego głosu. Człowiek podnosi wtedy głowę i zaczyna uważnie wpatrywać się  w niebo. Wzrok podąża w ślad za kolejnymi kluczami ptaków, odprowadza je,  aż do linii horyzontu. Budzi się wtedy głęboko utajona tęsknota za swobodną i wolną wędrówką w nieodgadnioną dal.


http://iwaszko.fotopozytywy.pl/?tag=174

niedziela, 26 lutego 2017

Kuropatwy i stożenie.

  Na nadbiebrzańskich łąkach pozostawiano latem po sianokosach liczne stogi. Wznoszone, czyli stożone, były po 24 czerwca. Dla ochrony przed wodą siano układano na podeście z gałęzi. Stogi musiały być układane tak umiejętnie, aby były odporne na deszcz i wiatr i przetrwały w dobrym stanie do późnej zimy.
  Obecnie stożenie zastąpiło belowanie. Myślę, że może to mieć związek z coraz rzadszym występowaniem wokół Kapic kuropatw, które żywią się między innymi nasionami traw. Po wywiezionych późną zimą stogach pozostawało ziarno. Pełniło to chyba przypadkowo funkcję karmników. Miejsca takie przyciągały kuropatwy, które znajdowały tutaj pokarm. Teraz, gdy nie ma już stogów, znikają  także zimą z kapickiego pejzażu kuropatwy.  Przyczyn jest oczywiście więcej, ale niestożenie może być jedną z nich.
  Tej zimy zaobserwowałem  przy wsi stado kuropatw, które żerowało w miejscu, w którym wykładane było wcześniej siano dla koni. Pozostałe tutaj ziarno przyciągnęło kuropatwy.  Z opowieści starszych ludzi wiem, jak liczne były one kiedyś, teraz ich napotkanie to prawdziwa rzadkość.
    Tradycyjna gospodarka na wsi sprzyjała kuropatwom. Jestem przekonany, że wpisywała się też w cały ekosystem, kształtowała pejzaż, uzupełniając i wzbogacając naturę. O belowaniu tego powiedzieć nie mogę.






  

poniedziałek, 6 lutego 2017

Fotograficzny zapis z zimowego safari.

Zima nie odpuszcza. Śniegu za wiele nie ma, ale za to temperatura ostatnio jest zazwyczaj minusowa.
 Lód na rozlewiskach pozostał. Grupy saren, prowadzone przez doświadczoną samicę, można zobaczyć na obrzeżach wioski. Łosie też są tutaj nadal widywane. Otwarte, pozbawione zasłony roślinnej przestrzenie przemierzają lisy. Teraz, na zimowym ascetycznym tle, łatwiej niż latem je zauważyć. Trzeba tylko mieć wpatrzone w tę przestrzeń oczy, przemieszczać się nieśpiesznie, cierpliwie, w wyczekującym skupieniu, po to, aby stać się gotowym kapickie na spotkania z naturą.
Tak jest od wieków, bowiem w obliczu sacrum natury mądry człowiek zastyga w zapatrzeniu, w zasłuchaniu  - milknie i pokornieje.