Mówiąc o polskiej jesieni opowiada się zazwyczaj o poczerwieniałych lub intensywnie pożółkłych liściach, bukowych lasach i górskich wędrówkach. To już właściwie prawie banał. Narzeka się przy tym na listopad i początki grudnia, na szarość i szarugi. Tak się przywykło uważać.
W naturze jest jednak inaczej. Niskie światło, mniej lub bardziej dramatyczne w wyrazie chmury i ciepłe nasycenie barw bywają późną jesienią szczególnie nastrojowe i urokliwe. A wszytko to zatopione w ciszy i osadzone w rozległej nadbiebrzańskiej przestrzeni. Mówcie i myślcie co chcecie, ale po raz kolejny uparcie powtarzam, że narzekania na późną jesień są zupełnie nieuzasadnione.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą olsy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą olsy. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 8 grudnia 2016
czwartek, 6 czerwca 2013
Czerwcowa wyprawa bagienna
Na łąkach, coraz bardziej kolorowych, trzyma się cały czas woda. Turzyce rosną wciąż wyżej. Dno olsowego lasu jest również mocno podtopione. Słońce oświetla brzozowe pnie, wydobywając z jasno zielonego tła pionowe linie bieli i szarości, szorstką fakturę kory. Natura obdarowuje wędrowca pięknem, ale wyprawa na czerwcowe łąki i w podmokły ols to brodzenie w wodzie, po kępiastym, nierównym podłożu. Idąc, trzeba uważnie stawiać stopy także dlatego, aby unikać zbyt głośnego plusku wody. Nieliczne grądziki dają możliwość chwili odpoczynku na suchym i nagrzanym piasku.
Na torfowym lub piasczystym podłożu dobrze odciskają się tropy zwierząt. Ślady żerowania są też widoczne. Czasem zerwie się prawie spod nóg sarna lub wzleci w górę z głośnym klangorem spłoszony żuraw. Jasna jeszcze i świeża intensywna zieleń gęstnieje, zakrywa przed okiem obserwatora zwierzęta, dając dobrą ochronę im i ich niedawno urodzonemu potomstwu.
Czasem jednak dochodzi do niespodziewanych spotkań. Ciche, płochliwe, ustępliwe zazwyczaj zwierzęta zobaczywszy lub usłyszawszy człowieka w pobliżu swoich dzieci warczą, fukają, ostrzegają, odciągają uwagę od intruza, stają się skłonne do desperackiej odwagi. Dzisiejsza czerwcowa wyprawa potwierdziła to. Borsuk zamiast siedzieć cicho i udawać,że go nie ma, nawarczał na mnie ostrzegawczo i agresywnie, kiedy tylko zbliżyłem się do wejścia jego nory. Klępa, napotkana na turzycowej łące, odeszła niechętnie i powoli, zatrzymała się niedaleko na skraju brzozowego olsu cały czas mnie obserwując.
W końcu oznajmiła chrapliwie swoje zdenerwowanie i niepokój. Wtedy, pośród turzyc, metr lub dwa ode mnie, zobaczyłem ukrytego młodego łoszaka. Cofnąłem się o kilkanaście kroków, spokojnie obserwując klępę i obszedłem tę rodzinkę szerokim łukiem. Fotografii łoszaka nie zrobiłem, bo w takiej sytuacji poszukiwanie w plecaku obiektywu na zmianę narobiłoby zbyt dużo zamieszania. Dla zaniepokojonej klępy i przestraszonego łoszaka nie była to sytuacja komfortowa, dla mnie także i niebezpieczna.
Cóż, ze zdjęcia czasami trzeba umieć zrezygnować. Trzeba też pamiętać o tym, że to my ludzie odwiedzamy zwierzęta w ich własnym domu i nie nadużywać praw gościnności oferowanych nam przez przyrodę.
Widoczna na zdjęciu "góra" usypana z gałęzi to żeremię, czyli bobrowy dom.
Na torfowym lub piasczystym podłożu dobrze odciskają się tropy zwierząt. Ślady żerowania są też widoczne. Czasem zerwie się prawie spod nóg sarna lub wzleci w górę z głośnym klangorem spłoszony żuraw. Jasna jeszcze i świeża intensywna zieleń gęstnieje, zakrywa przed okiem obserwatora zwierzęta, dając dobrą ochronę im i ich niedawno urodzonemu potomstwu.
Czasem jednak dochodzi do niespodziewanych spotkań. Ciche, płochliwe, ustępliwe zazwyczaj zwierzęta zobaczywszy lub usłyszawszy człowieka w pobliżu swoich dzieci warczą, fukają, ostrzegają, odciągają uwagę od intruza, stają się skłonne do desperackiej odwagi. Dzisiejsza czerwcowa wyprawa potwierdziła to. Borsuk zamiast siedzieć cicho i udawać,że go nie ma, nawarczał na mnie ostrzegawczo i agresywnie, kiedy tylko zbliżyłem się do wejścia jego nory. Klępa, napotkana na turzycowej łące, odeszła niechętnie i powoli, zatrzymała się niedaleko na skraju brzozowego olsu cały czas mnie obserwując.
W końcu oznajmiła chrapliwie swoje zdenerwowanie i niepokój. Wtedy, pośród turzyc, metr lub dwa ode mnie, zobaczyłem ukrytego młodego łoszaka. Cofnąłem się o kilkanaście kroków, spokojnie obserwując klępę i obszedłem tę rodzinkę szerokim łukiem. Fotografii łoszaka nie zrobiłem, bo w takiej sytuacji poszukiwanie w plecaku obiektywu na zmianę narobiłoby zbyt dużo zamieszania. Dla zaniepokojonej klępy i przestraszonego łoszaka nie była to sytuacja komfortowa, dla mnie także i niebezpieczna.
Cóż, ze zdjęcia czasami trzeba umieć zrezygnować. Trzeba też pamiętać o tym, że to my ludzie odwiedzamy zwierzęta w ich własnym domu i nie nadużywać praw gościnności oferowanych nam przez przyrodę.
Widoczna na zdjęciu "góra" usypana z gałęzi to żeremię, czyli bobrowy dom.
niedziela, 12 maja 2013
Pory roku -przedwiośnie na łąkach śródwiejskich.
Piszę w tytule śródwiejskie łąki, bowiem otwartym przestrzeniom turzycowisk poświęcę inny post. Zaczynam cykl pór roku od przedwiośnia, bo to pora odradzania się przyrody z zimowego uśpienia. Zazwyczaj zima odchodzi nie od razu, nie gwałtownie i nie eksplozywnie. Dzień wydłuża się, słońce wędruje coraz to wyżej nad odległym horyzontem. Kapryśność aury, nocne przymrozki i wahania temperatury opóźniają wytapianie się śniegu. Na łąkach i polach widoczne zaczynają być odsłonięte, wolne od śniegu, rdzawe lub czarniawe plamy. Przytopiony za dnia i marznący nocą śnieg skrzy się migotliwie w jaskrawym świetle dnia i zamienia w rozległe wodne tafle. Konary i bezlistne gałęzie samotnych drzew układają się w ekspresyjne
formy, dobrze odcinające się od białawo - rdzawej surowej faktury przedwiosennych łąk. Malowniczo prezentują się też wyakcentowane z tła linie płotów i kołków ogrodzeń śródpolnych. To sprawia, że przestrzeń staje się bardziej przejrzysta i rozleglesza niż latem.
Wprawdzie zima pod tym względem proponuje formy bardziej ascetyczne i kontrastowe, ale na przedwiośniu większe jest bogactwo i zróżnicowanie
planów. Jasne, białawe linie pni brzóz, rozświetlone słonecznym światłem tworzą malownicze tło dla przemierzających łąkową przestrzeń żurawi, gęsi, łosi, sarnich rudli. Teraz ich
sylwetki dobrze wydzielają się z tła lasu, łąk i pól, bo zwarta masa zieleni jeszcze nie maskuje konturów i zwierzęcych barw. Pojawienie się żurawi, których klangor wprawia w drżenie moją słowiańską duszę, rozpoczyna roczny cykl przemian, początek kolejnego obrotu koła czasu. Powracają też bociany. Przemierzają przestrzeń łąk nie tylko w poszukiwaniu pożywienia, przenoszą też w dziobie drobne gałązki, materiał potrzebny do remontu gniazd. Pojawiają się i inne ptaki, czaple, gęsi, czajki, szpaki, bataliony, łabędzie. Część z nich odwiedza śródpolne rozlewiska na krótko, ot, przelotni goście, wędrowcy udający się w dalszą podróż, wraz z ustępującą z rozlewisk wodą. Powraca też zgiełkliwa i rozśpiewana ptasia drobnica. Coraz większe stają się rudawo - ciemne plamy wyłaniające się z opadającej wody. Pozbawione jeszcze liści gałęzie śródpolnych drzew nie zakrywają swoich tajemnic na tyle, aby mogła się pośród nich ukryć napotkana kuna lub ptak. Jasna i wyrazista zieleń wschodzących traw i pierwsze wiosenne liście kończą czas przedwiosennej przejrzystości pejzażu. Zaczyna się wiosna.
sobota, 27 kwietnia 2013
Olsy w czerwieniach.
Piękno olsu jest trudne do uchwycenia, bo
to, co oglądane i przeżywane na żywo, okiem, dla obiektywu okazuje się zazwyczaj
za monotonne, zbyt jednostajne.W standardowym świetle i codziennym oglądzie nie pomagają
próby wypłaszczania przestrzeni za pomocą teleobiektywu lub stosowanie
szerokiego kąta dla wprowadzenia oddechu w kadr. Poszukiwanie pierwszego planu
lub obiektu porządkującego przestrzeń i przełamującego monotonię olsu, też bywa niemożliwe do zrealizowania. Natura jednakże sama przychodzi z
pomocą, miejsca widziane wielokrotnie zmieniają się w temat na fotografię,
dzięki niespodziewanej zmianie jednego z elementów krajobrazu.
Tak było z moimi
spotkaniami z Orlim Grądem. Na wodzie pojawiła się rzęsa, którą niskie światło
wyzłociło na kilka chwil, a to wystarczyło i do zachwytu i do fotografii.
Podobnym zdarzeniom sprzyja czas
zmiany pór roku i związana z tym zmienność aury. Na przedwiośniu topniejący
szybko śnieg odsłania zabarwiony złotawo- czerwono lód. Podłoże brzozowego i
olsowego lasu, zazwyczaj ciemne, przez kilka zaledwie dni, ożywia się
kolorystycznie. Na lodzie utrzymuje się warstwa przeźroczystej wody z roztopionego
śniegu, w której odbijają się drzewa i plamy błękitu - odbicie nieba w dnie
lasu.
Kora brzóz nie zawsze bywa biała. Przybiera bowiem barwę
padającego światła, o brzasku bywa różowawa, o wschodzie i zachodzie słońca
czerwonawa. Czasem skośne, niskie światło poranka lub wieczoru zabarwia brzozy
na żółto.
Takie szczęśliwe dla fotografującego spotkania z pejzażem
biebrzańskim okupione są godzinami spędzonymi w plenerze, brodzeniem kilometrami
w torfie i wodzie oraz cierpliwym czekaniem. Zawsze jednak są niespodzianką i
doświadczeniem piękna na długo pozostającym w pamięci. Połączenie w jednym
wody, drzew i ich odbić oraz światła czyni biebrzańskie brzozy i olsy czymś wyjątkowym.
Subskrybuj:
Posty (Atom)































