Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wierzby. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wierzby. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 lutego 2024

                                                               Magia podróży. 

       Myślę, że podróżowanie nie ogranicza się do li tylko do  fizycznego przemieszczania się w realnej przestrzeni. Przeglądnie zdjęć i czytanie książek to przecież też jest podróż. Siadamy wygodnie w fotelu, wyciszamy się wyłączamy się z konkretów codzienności, bierzemy do ręki książkę i zaczynamy wędrówkę w świat cudów i wyobraźni, w zakamarki czasu i przestrzenie pozornie niedostępne i nieosiągalne. To dokąd dotrzemy, co przeżyjemy i co z tej wędrówki wyniknie zależy od nas samych - od naszej wrażliwości i wyobraźni. Bywa, że kolejne zdania i obrazy przesuwają się, otwierając nas na przeżycia i refleksje intensywne i istotne. Po takim doświadczeniu pozostają ślady w naszym pojmowaniu i spostrzeganiu świata i siebie samego, inspiracje, nowe pomysły i silny impuls do ich realizowania. Książka staje się w takim przypadku początkiem nowego otwarcia, nowej podróży, bywa, że i rzeczywistej.

    Mój powrót do wcześniej już czytanych i przeglądanych książek, tych ważnych i istotnych, stał się taką inspiracją. Te książki to "Piękno niedostrzegane" i "Piękno utracone" Wiktora Zina, oraz albumy fotograficzne: "Wierzby" Hartwiga i "Ziemia rodzinna" - praca zbiorowa z 1955 roku. Rysunki i opowieści Zina oraz zdjęcia Hartwiga kryją w sobie nastroje, rytmy, klimaty naprawdę istotne. Pejzaż żyje tu własnym życiem, a człowiek trwa w nim razem z wierzbami, płotami, drogami. Wiatry, deszcze, zawieje, przemijanie i zanikanie, wszelkie dramaty przynależne życiu odciskają się na wyglądzie tychże wierzb, dróg, płotów, zwierząt  i ludzi. To prawda i siła życia zapisana w pejzażu, z niezwykłą mocą i ekspresją, wynikłą z prostoty przekazu. 

    Przeczytałem, zatrzymałem się, przemyślałem i przeżyłem te teksty i obrazy, a potem, kiedy wszystko to się we mnie uleżało i dojrzało poszedłem poddychać  i pobyć razem z moimi kapickimi wierzbami - trwać razem z nimi. Fotograficzny zapis tego trwania pokazuję poniżej. Zapraszam do obejrzenia tak zrodzonych zdjęć.





Pozostałe zdjęcia miękko rysowane z tego wyjścia na stronie fotopozytywy:

https://fotopozytywy.pl/index.php?album=279

   


poniedziałek, 3 stycznia 2022

Impresje z zimowego poranka.

       Zima zagościła w Kapicach na krótko. Oszroniła swoim mroźnym oddechem krzewy, drzewa, trawy i płoty, zupełnie tak jakby delikatnie obrysowała wszelakie kontury białą kreską. Pierwszego dnia dominowały jednak mgliste szarości, drugiego słoneczny, pogodny poranek dopełnił całości, zamieniając pejzaż wokół wioski w żywy, zmienny i skrzący kolorowy spektakl. 

     Droga wiodła przez wierzbową aleję, która sama w sobie jest zazwyczaj piękna. Tego poranka wyglądała jak świetlista brama do świata otwartych przestrzeni łąk otaczających wioskę, jak obietnica wejścia w magię barw, perspektyw, refleksów i nastrojów.

   Tak też się i wydarzyło. Już po chwili zanurzyłem się w  pastelowej jeszcze przestrzeni, której barwy zmieniały się szybko wraz ze wschodzącym słońcem i perspektywą oglądu.





  Trudno było podjąć decyzję o wyruszeniu dalej i pozostawieniu tego pejzażu samemu sobie, ale wiara w to, że to dopiero początek wspaniałego poranka i dalej będzie równie pięknie zwyciężyła. Mój wzrok zaczęły przyciągać krajobrazowe szczegóły, czarowały fakturami i zachwycały bogactwem rysunku.





Słońce wschodziło coraz wyżej nad horyznot, ciepłe barwy poranka zanikały, niebo błękitniało, ale światło nadal jeszcze było delikatne. Zaczęła się nowa, inna w nastroju odsłona pejzażowa.




 Wkrótce delikatność porannego światła zamieniła się na konkret dnia. Magiczny czas poranka wypełnił się.

P.S. Pisząc ten tekst zdałem sobie sprawę, że opowiadam w nim siebie samego zanurzonego w tym pejzażu. który stał się częścią mnie samego, bo odnalazł drogę do mojego jestestwa i dopiero tam się wypełnił. Myślę, że pejzaż i zanurzony w nim człowiek stanowią tak naprawdę niepowtarzalną jedność.
 

https://fotopozytywy.pl/index.php?tag=132&offset=0&order=&sort=

 

 


      

    

poniedziałek, 19 marca 2018

Biebrzańskie niebo.

    Biebrzańskie niebo zdaje się być zawieszone nisko nad szeroko otwartymi przestrzeniami. Pod jego kopułą przeważają miękkie kształty. Poranne i popołudniowe światło jest tutaj często rozproszone. Barwy przechodzą wtedy jedna w drugą bez odcinania się od siebie wyraźną granicą. Niebo i ziemia nie są oddzielone od siebie wyrazistym konturem, brutalną geometrią ostrych kątów. To łagodne i delikatne dopasowanie sprawia, że w biebrzańskim pejzażu można się zatracić bez pamięci.


























sobota, 15 kwietnia 2017

Łosiowe safari nad Ełkiem.

     Klępa spotkana nad Ełkiem wyszła z trzcinowisk. Nie odbiegła daleko, zatrzymała się, przyjrzała mi się uważnie, po czym ruszyła nieśpiesznie dalej. Zatrzymała się przy drodze biegnącej przez grąd i przyklękła, aby dosięgnąć jakiegoś swojego wiosennego przysmaku. Miejsce na trochę dłuższy  popas wybrała nieodległe. Pozostała na tym samym grądziku. Żerowała długo. Następnie zniknęła na chwilę w wierzbowej gęstwinie. Siłą woli zaklinałem rzeczywistość, licząc na to, że przebiegnie przez wijącą się czarną, wyjeżdżoną w torfie drogę. Torfowe koleiny wiodły pomiędzy ogłowionymi wierzbami, co kojarzyło się nieodparcie z bramą na bagna. No i spełniło się moje fotograficzne oczekiwanie - klępa przekroczyła moją bramę na bagna. Potem przeszła przez rozlewiska i pięknie wpisała się w nadrzeczny pejzaż. Zniknęła w trzcinach, ale rzeki nie przepłynęła. Napotkałem ją ponownie już po chwili, wybiegła z trzcin, przebiegła przede mną rozbryzgując malowniczo wodę. Zatrzymała się jednak na najbliższym wyniesieniu łąki i zajęła się swoimi sprawami, ignorując moją obecność, chociaż byłem cały czas w zasięgu jej wzroku. Wycofałem się powoli. Byłem już daleko od niej, a ona trwała dalej niezmiennie w tym samym miejscu.
     To, co oprócz niecodziennego zachowania się łosia,  jest w tej historii wspaniałe, to fakt, że to samo zwierzę, prawie w tym samym miejscu sfotografowałem na tle trzcin, grądu, utorfionej drogi, nadrzecznego rozlewiska, odległych brzezin i wierzbowych zakrzaczeń. Jak na jedno miejsce, jednego łosia i jedno spotkanie jest to nadzwyczajne bogactwo i zróżnicowanie krajobrazowe. Dochodzi do tego światło łagodne i wyraziste równocześnie oraz urok barwy starego złota.
Wszystko to razem składa się na wyjątkowość, niepowtarzalność biebrzańskch klimatów i sprawia, że dla mnie łosie najpiękniej wyglądają w okolicach Kapic.













sobota, 18 marca 2017

Biebrzańskie snucie się.

   Do przemierzania biebrzańskich łąk i turzycowisk, zwłaszcza w szare i wilgotne dni, najlepiej pasuje określenie "snucie się". Jest to ciche i uważne zanurzanie się w biebrzańskiej przestrzeni, przez co stajemy się jej częścią.
    Słowo "snucie" świetnie pasuje do miękkości linii wokół, delikatności ledwo co zaznaczonej barwy i nieśpiesznego tempa wędrówki, która cieszy sama z siebie i nie ma banalnie praktycznego celu. Ten brak konkretnego celu nie oznacza jednak obojętności. Jest to raczej stan napięcia i wyczekiwania na to, co podaruje Matka Natura, a jak smakuje taki podarunek wie tylko ten, kto potrafi się bezinteresownie "snuć".
 











http://iwaszko.fotopozytywy.pl/index.php?album=215&detail=2793

piątek, 30 grudnia 2016

Pożegnanie roku.

Pożegnanie starego roku kojarzy się zazwyczaj z ascetyczną grafiką zimowego pejzażu doliny, z surowym kontrastem bieli i czerni. Tym razem, już nie po raz pierwszy, jest inaczej.
Pokrywy śniegu nie ma. Jest za to woda, której tak na bagnach ostatnio brakowało i pokrywa chmur, czasami jednolicie szarawa, innym zaś razem przebija przez nią słoneczny blask. Właściwie to jest bardziej późno jesiennie niż zimowo, ale za to nie można narzekać na banalność i monotonię nastroju. .










P.S. Śniegu brak, ale jak co roku o tej porze łosie weszły już w sosnowe lasy i wędrują przez Kapice.
http://iwaszko.fotopozytywy.pl/index.php?album=260