Tego roku bociany kazały na siebie długo czekać, ale nareszcie już powróciły do przydomowego kapickiego gniazda.
Prawie natychmiast zabrały się do nadrabiania zaległości.
Zaczęły też remontować swój dom na słupie. Pracowicie zbierają gałęzie i lepiszcze. W końcu trzeba przygotować gniazdo na narodziny bocianiuków.
Wraz z nimi powróciła wiosna - teraz już na pewno.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bociany. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bociany. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 5 kwietnia 2018
niedziela, 25 marca 2018
Bociany
Wczesną wiosną na Podlasiu wyczekuje się i wypatruje powrotu bocianów. Dzisiaj 25 marca, w godzinach popołudniowych, zobaczyłem w Kapicach pierwszego w tym roku bociana.
Jest się z czego cieszyć.
P.S. W uzupełnieniu i dla przypomnienia zamieszczam link do archiwalnego postu o powrocie bocianów.
http://igoriwaszko.blogspot.com/2014/03/bociani-powrot-23032014.html
Jest się z czego cieszyć.
P.S. W uzupełnieniu i dla przypomnienia zamieszczam link do archiwalnego postu o powrocie bocianów.
http://igoriwaszko.blogspot.com/2014/03/bociani-powrot-23032014.html
niedziela, 11 czerwca 2017
Wiosenne łąki.
Wiosenne łąki wokół Kapic są wypełnione żółciami, rudawymi czerwieniami i innymi barwami. Poranne światło rozświetla je łagodnym blaskiem. Dzienne światło jest dla odmiany jasnosrebrzyste. Wieczorne słońce dodaje natomiast odcień starego złota. Podobno taki właśnie odcień ukochał Andriej Rublow i dlatego przenosił go do swoich ikon.
Napotykane sarny, łosie, zające, bociany i żurawie ożywiają łąkowe pejzaże. Ich obecność jest cały czas wyczuwalna, chociaż nie zawsze nam się pokazują. To właśnie wyostrza zmysły i czyni obserwatora czujnym, napiętym i uważnym. Sprawia też, że wędrówka przez wiosenne łąki staje się nie tylko doświadczaniem mistycznego piękna, ale i ekscytującą przygodą.
Napotykane sarny, łosie, zające, bociany i żurawie ożywiają łąkowe pejzaże. Ich obecność jest cały czas wyczuwalna, chociaż nie zawsze nam się pokazują. To właśnie wyostrza zmysły i czyni obserwatora czujnym, napiętym i uważnym. Sprawia też, że wędrówka przez wiosenne łąki staje się nie tylko doświadczaniem mistycznego piękna, ale i ekscytującą przygodą.
Etykiety:
a teraz wszystkie posty,
bociany,
brzaski i wschody,
Dębiec,
Kapice,
łosie,
mgła,
Płochowo,
płoty,
rozlewiska,
sarny,
wiosna,
zachody,
zające,
żurawie
niedziela, 31 lipca 2016
Przebudzenie śródłączne.
Moja działka graniczy z łąką, na której sąsiad wypasa wiosną i latem konie. Koniom towarzyszą zazwyczaj bociany. Kiedy konie zgryzą łąkę tak, że nie mają już co jeść, przenoszone są na jakiś czas w inne miejsce. Zawsze wtedy czekam na to, kiedy powrócą pod moje okna i taras., aby swoją obecnością cieszyć oczy i serce. Trudno to opisać słowami takie zapatrzenie w kapickie pejzaże, zaludnione końmi, krowami, bocianami, żurawiami, łosiami.
Latem dobrze jest tutaj sypiać na zewnątrz, nie odgradzając się szczelnie czterema ścianami domu.
W trakcie jednej z takich pogodnych nocy z łąki dobiegało ściszone końskie chrapanie. Konie tej nocy pozostały bowiem na przydomowym pastwisku.
Kiedy noc przeistaczała się w dzień, a mrok w miękką szarość, zaczęły się wyłaniać z czerni końskie sylwetki. Wschód słońca dopiero miał się zaczynać. Słychać było ciche rżenie budzących się zwierząt. Prawie wszystkie jeszcze spały, podniosła się tylko jedna klacz.
Robiło się coraz jaśniej. Kolejne konie budziły się i wstawały, a ptaki zaczynały swój poranny koncert. powietrze było rześkie, wilgotne i chłodne. A w tle cisza. Koguty zaczynały dopiero piać, zapowiadając nadejście dnia.
Do koni zaczęły dołączać bociany.
Słońce wzeszło nad horyzont. Zaczął się dzień.
Ten, kto budził się do dnia zgodnie z naturalnym rytmem przejścia z nocy w dzień wie, że czas ma wtedy bieg najbliższy człowieczej naturze.
Latem dobrze jest tutaj sypiać na zewnątrz, nie odgradzając się szczelnie czterema ścianami domu.
W trakcie jednej z takich pogodnych nocy z łąki dobiegało ściszone końskie chrapanie. Konie tej nocy pozostały bowiem na przydomowym pastwisku.
Kiedy noc przeistaczała się w dzień, a mrok w miękką szarość, zaczęły się wyłaniać z czerni końskie sylwetki. Wschód słońca dopiero miał się zaczynać. Słychać było ciche rżenie budzących się zwierząt. Prawie wszystkie jeszcze spały, podniosła się tylko jedna klacz.
Robiło się coraz jaśniej. Kolejne konie budziły się i wstawały, a ptaki zaczynały swój poranny koncert. powietrze było rześkie, wilgotne i chłodne. A w tle cisza. Koguty zaczynały dopiero piać, zapowiadając nadejście dnia.
Do koni zaczęły dołączać bociany.
Słońce wzeszło nad horyzont. Zaczął się dzień.
Ten, kto budził się do dnia zgodnie z naturalnym rytmem przejścia z nocy w dzień wie, że czas ma wtedy bieg najbliższy człowieczej naturze.
piątek, 22 lipca 2016
Światło - barwa i blask
Powiedzenie "bezkrwawe łowy" dobrze opisuje pasję jaką jest fotografowanie. Już samo przygotowanie do tychże łowów to swoisty rytuał, pełen napięcia i oczekiwania. Potem już tylko czujne i skupione wypatrywanie. Przyroda nie poddaje się jednak łatwo. Bywa, że nie pomaga ani zasiadka, ani podchód, ani podjazd, bo, wiatr wieje nie z tej strony lub chwilę wcześniej coś wypłoszyło łanie, sarny i inne zwierzęta z otwartej przestrzeni. Pogoda też ma tu znaczenie. Czasami po prostu brakuje zwykłego szczęścia, a stan wyczekiwania czegoś nadzwyczajnego trwa nadal.
Bywa wtedy, że zamiast spotkania z wilkiem lub łosiem wydarzeniem staje się światło, jego barwa, blask, krótkotrwałe zazwyczaj kaprysy. W takich sytuacjach to, co codzienne, staje się na chwilę niezwykłe w swojej urodzie. To też jest częścią bezkrwawych łowów, bo przecież chodzi tutaj nie tylko o dokumentowanie przyrodniczych rzadkości i kolekcjonowanie gatunków, ale też wrażliwość i poszukiwanie piękna, a ono skrywa się wokół za zasłoną codzienności i przyzwyczajenia. Światło blaskiem i barwą wydobywa je z ukrycia i wyodrębnia z tła, tak jest i z diamentami.
Barwa
Blask
Bywa wtedy, że zamiast spotkania z wilkiem lub łosiem wydarzeniem staje się światło, jego barwa, blask, krótkotrwałe zazwyczaj kaprysy. W takich sytuacjach to, co codzienne, staje się na chwilę niezwykłe w swojej urodzie. To też jest częścią bezkrwawych łowów, bo przecież chodzi tutaj nie tylko o dokumentowanie przyrodniczych rzadkości i kolekcjonowanie gatunków, ale też wrażliwość i poszukiwanie piękna, a ono skrywa się wokół za zasłoną codzienności i przyzwyczajenia. Światło blaskiem i barwą wydobywa je z ukrycia i wyodrębnia z tła, tak jest i z diamentami.
Barwa
Blask
piątek, 22 kwietnia 2016
Bociany - walka o gniazdo.
Gniazdo pełni na tyle ważną rolę w życiu bocianów, że właśnie o nie często walczą. Tak też zdarzyło się tej wiosny. Bociany powróciły do Kapic późno, w dodatku ich przylot podzielony była jakby na raty. Pierwsze przyleciały dopiero na początku kwietnia, druga grupa doleciała po prawie dwóch tygodniach, kiedy większość gniazd była już zajęta. Para, która zajęła gniazdo wcześniej, reagowała
klekotaniem na pojawianie się innych bocianów, dając im do zrozumienia, że to gniazdo należy już do niej. Nie odstraszyło to jednak intruza, który najwyraźniej postanowił przepędzić aktualnych gospodarzy.
Walkę o obronę gniazda podjął nie tylko samiec. Samica też włączała się czynnie do walki. Te dramatyczne i niebezpieczne zmagania toczyły się nie tylko na gnieździe, także w powietrzu i na pobliskiej łące. Bociany zadawały ciosy dziobami i skrzydłami, spychały się z gniazda, nalatywały na siebie. Intruz jednak uparcie powracał. W końcu został wyrzucony z gniazda. Usiadł w pobliżu na łące, ale i stamtąd, po zaciętym starciu, został definitywnie przegoniony przez gospodarzy. Nie obyło się bez krwi i ran, ale gniazdo zostało obronione. Domu przecież trzeba bronić, bociany nie są tu wyjątkiem.
To chwila, w której walka przenosi się na pobliską łąkę.
Walkę o obronę gniazda podjął nie tylko samiec. Samica też włączała się czynnie do walki. Te dramatyczne i niebezpieczne zmagania toczyły się nie tylko na gnieździe, także w powietrzu i na pobliskiej łące. Bociany zadawały ciosy dziobami i skrzydłami, spychały się z gniazda, nalatywały na siebie. Intruz jednak uparcie powracał. W końcu został wyrzucony z gniazda. Usiadł w pobliżu na łące, ale i stamtąd, po zaciętym starciu, został definitywnie przegoniony przez gospodarzy. Nie obyło się bez krwi i ran, ale gniazdo zostało obronione. Domu przecież trzeba bronić, bociany nie są tu wyjątkiem.
To chwila, w której walka przenosi się na pobliską łąkę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















































