Biebrzański pejzaż jest jak żywa istota, zmienny i kapryśny. Składa się na niego to co nieruchome i stałe, ale też ma i swoich mieszkańców wędrowców, takich jak łoś. Jego pojawienie się we właściwym miejscu i czasie jest dopełnieniem całości. Tworzy wspaniały i jedyny w swoim rodzaju klimat.
https://fotopozytywy.pl/index.php?album=273
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą księżyc. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą księżyc. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 23 lipca 2020
poniedziałek, 19 marca 2018
Biebrzańskie niebo.
Biebrzańskie niebo zdaje się być zawieszone nisko nad szeroko otwartymi przestrzeniami. Pod jego kopułą przeważają miękkie kształty. Poranne i popołudniowe światło jest tutaj często rozproszone. Barwy przechodzą wtedy jedna w drugą bez odcinania się od siebie wyraźną granicą. Niebo i ziemia nie są oddzielone od siebie wyrazistym konturem, brutalną geometrią ostrych kątów. To łagodne i delikatne dopasowanie sprawia, że w biebrzańskim pejzażu można się zatracić bez pamięci.
wtorek, 3 października 2017
Kapickie klimaty.
To pierwszy od dwóch miesięcy post. Ta długa przerwa nie wynikała z braku nowych zdjęć i zaprzestania biebrzańskch wędrówek, ale raczej z chwilowego braku ochoty do udzielania się w świecie internetu. Cóż, chyba nigdy nie czułem przymusu aktywności internetowej dla nie samej jako takiej i nie stawiałem sobie za cel bycie gwiazdą sieci.
Teraz, gdy zaspokoiłem już chwilową potrzebę izolacji i wyciszenia, nabrałem znowu ochoty na podzielenie się biebrzańskim pięknem. Na początek postaram się nadrobić zaległości i dlatego proponuję przegląd zdjęć i tematów, który uzupełnię o fotografie dodane w najbliższych postach. Zapraszam i mam nadzieję na to, że chociaż odrobinę udało mi się zamknąć w kadrach kapickie klimaty z przełomu lata i jesieni.
Kapickie niebo.
Ptaki wpisane w pejzaż.
Sarny.
Wiejskie łosie.
Zapraszam do obejrzenia kilku innych zdjęć dokumentujących odwiedziny łosi w wsi.
http://iwaszko.fotopozytywy.pl/index.php?album=269
Teraz, gdy zaspokoiłem już chwilową potrzebę izolacji i wyciszenia, nabrałem znowu ochoty na podzielenie się biebrzańskim pięknem. Na początek postaram się nadrobić zaległości i dlatego proponuję przegląd zdjęć i tematów, który uzupełnię o fotografie dodane w najbliższych postach. Zapraszam i mam nadzieję na to, że chociaż odrobinę udało mi się zamknąć w kadrach kapickie klimaty z przełomu lata i jesieni.
Kapickie niebo.
Ptaki wpisane w pejzaż.
Sarny.
Wiejskie łosie.
Zapraszam do obejrzenia kilku innych zdjęć dokumentujących odwiedziny łosi w wsi.
http://iwaszko.fotopozytywy.pl/index.php?album=269
Etykiety:
a teraz wszystkie posty,
brzaski i wschody,
bukowisko,
czaple,
Kanał Rudzki,
Kapice,
krowy,
księżyc,
łabędzie,
łąki,
łosie,
mgła,
niebo,
rozlewiska,
sarny,
zachody,
żurawie
środa, 31 maja 2017
Biebrzańskie snucie się - ciąg dalszy.
Pisałem już o "snuciu" się. Przypominam, dla nawiązania do tematu, że słowo to oznacza w moim słowniku nieśpieszną wędrówkę, która cieszy sama z
siebie i nie ma banalnie praktycznego celu, ale pozwala za to zanurzyć się w biebrzańskiej przestrzeni łąk, turzycowisk i brzezin. Snucie się to bezinteresowne zapatrzenie, zasłuchanie, cierpliwe i uważne wyczekiwanie na to co się wydarzy.
W swojej najdoskonalszej postaci snucie się przypomina medytację, bowiem wszytko to, co nie jest nam dane bezpośrednio przez naturę, wyłącznie tu i teraz, powinniśmy pozostawić za sobą. W przeciwnym wypadku zamiast pokornego zapatrzenia i zasłuchania w biebrzańską dal, ciszę i tajemnicę zafundujemy sobie tylko pogoń za własnymi ambicjami, czyli przedłużenie cywilizacyjnego "wyścigu szczurów".
Najłatwiej doprecyzować tę myśl przez negację, czyli wyjaśnienie tego czym "snucie się" nie jest. To krótka lista takich czynności:
- zaliczanie rzadkich gatunków traktowane jako cel nadrzędny biebrzańskiej wędrówki
- niecierpliwe i pośpieszne poszukiwanie sensacji przyrodniczych, połączone z ostentacyjnym lekceważeniem tego co najzwyklejsze
- ograniczenie percepcji biebrzańskiej przyrody tylko i wyłącznie do klasyfikowania, nazywania i stosowania miar logiczno - użytkowych
- bezrefleksyjna, ślepa i agresywna pogoń za zdjęciami, nagraniami i innymi formami dokumentowania.
Nie neguję przy tym sensu realizowania różnych form edukacji i turystyki przyrodniczej, bo to mądra, potrzebna i wartościowa aktywność nadbiebrzańska. Nie neguję też potrzeby i sensu wędrówek fotograficznych, sam je uprawiam. Ale to nie jest dla mnie wszystko. Nadbiebrzańskie snucie się jest jednak czymś zupełnie odmiennym, doświadczaniem rzeczywistości na innym poziomie percepcji. Umożliwia bowiem na niemal mistyczne doświadczanie natury i wędrówkę wgłąb własnego jestestwa, co jest nieuchwytne i niedostępne na poziomie logiki zero -jedynkowego konkretu. Te dwa sposoby doświadczania mogą się uzupełniać i wzbogacać. To dlatego nigdy nie używam podczas swoich wędrówek zwrotu "tu nic nie ma" i nie lekceważę biebrzańskiej pustaci. Nie nudzi mnie ona, ale inspiruje. Dzięki niej mogę powracać z biebrzańskich wędrówek nawet bez sukcesów fotograficzno - łowieckich, bowiem zapatrzenie i zasłuchanie w biebrzańską przestrzeń przybliża, za każdym razem, do współuczestniczenia w tajemnym sacrum Matki Natury. I na tym kończę, bo to doświadczenie nie da się pozamykać w prostą i jednoznacznie oczywistą grę słów.
W swojej najdoskonalszej postaci snucie się przypomina medytację, bowiem wszytko to, co nie jest nam dane bezpośrednio przez naturę, wyłącznie tu i teraz, powinniśmy pozostawić za sobą. W przeciwnym wypadku zamiast pokornego zapatrzenia i zasłuchania w biebrzańską dal, ciszę i tajemnicę zafundujemy sobie tylko pogoń za własnymi ambicjami, czyli przedłużenie cywilizacyjnego "wyścigu szczurów".
Najłatwiej doprecyzować tę myśl przez negację, czyli wyjaśnienie tego czym "snucie się" nie jest. To krótka lista takich czynności:
- zaliczanie rzadkich gatunków traktowane jako cel nadrzędny biebrzańskiej wędrówki
- niecierpliwe i pośpieszne poszukiwanie sensacji przyrodniczych, połączone z ostentacyjnym lekceważeniem tego co najzwyklejsze
- ograniczenie percepcji biebrzańskiej przyrody tylko i wyłącznie do klasyfikowania, nazywania i stosowania miar logiczno - użytkowych
- bezrefleksyjna, ślepa i agresywna pogoń za zdjęciami, nagraniami i innymi formami dokumentowania.
Nie neguję przy tym sensu realizowania różnych form edukacji i turystyki przyrodniczej, bo to mądra, potrzebna i wartościowa aktywność nadbiebrzańska. Nie neguję też potrzeby i sensu wędrówek fotograficznych, sam je uprawiam. Ale to nie jest dla mnie wszystko. Nadbiebrzańskie snucie się jest jednak czymś zupełnie odmiennym, doświadczaniem rzeczywistości na innym poziomie percepcji. Umożliwia bowiem na niemal mistyczne doświadczanie natury i wędrówkę wgłąb własnego jestestwa, co jest nieuchwytne i niedostępne na poziomie logiki zero -jedynkowego konkretu. Te dwa sposoby doświadczania mogą się uzupełniać i wzbogacać. To dlatego nigdy nie używam podczas swoich wędrówek zwrotu "tu nic nie ma" i nie lekceważę biebrzańskiej pustaci. Nie nudzi mnie ona, ale inspiruje. Dzięki niej mogę powracać z biebrzańskich wędrówek nawet bez sukcesów fotograficzno - łowieckich, bowiem zapatrzenie i zasłuchanie w biebrzańską przestrzeń przybliża, za każdym razem, do współuczestniczenia w tajemnym sacrum Matki Natury. I na tym kończę, bo to doświadczenie nie da się pozamykać w prostą i jednoznacznie oczywistą grę słów.
poniedziałek, 28 listopada 2016
Zapadanie w księżycową noc.
Przejście dnia w noc to nie zawsze to samo, co zapadanie w mrok. Dzieje tak wtedy, kiedy słońce zachodzi, w tym samym czasie, w którym księżyc wschodzi. Dzięki tej zbieżności słoneczna tarcza, na pożegnanie dnia, przydaje księżycowi intensywnej żółtawej barwy. Jeśli do tego księżyc jest w pełni, a niebo wokół niego jest wolne od zachmurzenia, blask dnia przemienia się w magię księżycowego światła. Aby dostrzec tę przemianę trzeba tylko dać się ufnie zaczarować nadchodzącej nocy.
wtorek, 16 sierpnia 2016
Niebiańskie góry
Słońce jeszcze nie zaszło za linię horyzontu, a księżyc już był dobrze widoczny. Jego tarcza zawieszona była nad chmurami, które, tego sierpniowego wieczoru, wyglądały jak podniebne góry. Szczyty tych gór lśniły oświetlone blaskiem zachodu. Jasne i strome zbocza wyraziście kontrastowały z ich podstawą. Czerwienie intensywniały i mieszały się z żółciami, ustępującymi wraz z odchodzącym dniem. Niebiańskie góry oszałamiały bogactwem barw, odcieni i grą światłocieni.
Piękno, jak zresztą wszystko, ma jednak swój kres. Niebiańskie góry rozpływały się w gęstniejącej szarości . Niebo było jednak nadal pełne blasku, wystarczyło odwrócić się od jego księżycowej strony i spojrzeć ku tej jeszcze przed chwilą słonecznej. Tutaj chmury były jeszcze skąpane w czerwieniach.
Kiedy pozostał już tylko księżycowy blask strome zbocza niebańskich gór zaczęły przypominać barwą błękitno - białe lodowce i tak, jak one, rozpływały się aż do zatracenia w mrokach nocy.
P.S. Myślę, że takie niebo można oglądać tylko tam, gdzie przestrzeń jest rozległa i pusta, gdzie niebo i ziemia zlewają się nisko, miękko i naturalnie w jedno. Tu, pośród kapickich łąk, tak po prostu jest.
Piękno, jak zresztą wszystko, ma jednak swój kres. Niebiańskie góry rozpływały się w gęstniejącej szarości . Niebo było jednak nadal pełne blasku, wystarczyło odwrócić się od jego księżycowej strony i spojrzeć ku tej jeszcze przed chwilą słonecznej. Tutaj chmury były jeszcze skąpane w czerwieniach.
Kiedy pozostał już tylko księżycowy blask strome zbocza niebańskich gór zaczęły przypominać barwą błękitno - białe lodowce i tak, jak one, rozpływały się aż do zatracenia w mrokach nocy.
P.S. Myślę, że takie niebo można oglądać tylko tam, gdzie przestrzeń jest rozległa i pusta, gdzie niebo i ziemia zlewają się nisko, miękko i naturalnie w jedno. Tu, pośród kapickich łąk, tak po prostu jest.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















































