poniedziałek, 12 września 2016

Spotaknie z klępą modelką.

Łosie nie zawsze uciekają spotkawszy na swojej drodze człowieka. Czasem nie zmieniają nawet kierunku w jakim wędrują. Tę klępę zobaczyłem z daleka. Stała pomiędzy wierzbami, jakieś dobrze ponad sto metrów ode mnie. Usłyszała i zobaczyła mój samochód. Wiedziała o mojej obecności. Zatrzymałem się i czekałem na to, co zrobi.


Klępa po chwili wyszła spoza linii wierzb na otwartą łąkę i zaczęła niespiesznie iść w moim kierunku.



Przeszła w poprzek przez całą szerokość łąki. Następnie zatrzymała się przy miedzy zarośniętej wierzbowymi krzakami. Była ode mnie około trzydziestu metrów. Zajęła się spokojnie jedzeniem wierzb, nie przejmując się zbytnio moją obecnością, nawet tym, że wysiadłem z samochodu.


Raz tylko przerwała kolację i okazała trochę zniecierpliwienia. Szybko jednakże powróciła do konsumpcji. Niebo w tle było zaczerwienione, słońce zaszło dopiero co za horyzont. Klępa dalej nie przerywała sobie posiłku.








W końcu zdecydowała się iść dalej, przecięła śródpolną drogę i zniknęła w pobliskiej gęstwinie wierzby.





Zachowała się jak prawdziwa modelka.

niedziela, 28 sierpnia 2016

Oblicza mgły

  Pod nazwą mgła kryje się nie jeden typowy obrazek, ale niewyczerpana krajobrazowa różnorodność. To, jak wygląda mgielny pejzaż, zależy bowiem od położenia słonecznej tarczy, zachmurzenia, pory dnia, wilgotności i temperatury oraz wielu innych czynników.
    Jednym z rzadszych oblicz mgły jest biała tęcza. Zwykła, kolorowa tęcza tworzy się dzięki załamaniu i odbiciu światła słonecznego wewnątrz kropli wody. W przypadku białej tęczy promienie słoneczne załamują się i odbijają od miniaturowych kropelek wody zawartych we mgle. Kolory są wtedy tak delikatne, że stają się  praktycznie niewidoczne. To dlatego tęcza zrodzona z mgły wygląda jak biała półkolista poświata.


    Mgła niekoniecznie musi być biała. Jej kolor zależy od barwy słonecznego światła, które sama rozprasza.  Inaczej wygląda skąpana i rozświetlona blaskiem, kiedy patrzymy prosto w słońce, inaczej zaś, kiedy jesteśmy od niego odwróceni plecami.  Mgła różnie też się snuje. Czasami tworze gęste i miękkie zasłony, innym razem układa w poziome pasy. Najczęściej jest to jeden pas, tuż przy ziemi. Łąki przypominają wtedy jeziora. Podwójne pasy mgieł są prawdziwie rzadkim zjawiskiem. Dobrze je widać na poniższym zdjęciu.



Ważne jest też, czy otacza nas wokół pustać, czy raczej wyłaniające się z mgły kontury zadrzewienia lub sylwetki zwierząt. 





      Mgła jest po prostu niewyobrażalnie plastyczna i nieprzewidywalna. Za każdym razem zaskakuje i zadziwia. Jest nie wyczerpywalnym źródłem inspiracji.

  P.S.  Aby to dodatkowo zilustrować zapraszam też do obejrzenia archiwaliów blogowych ( etykieta mgła ) i mgielnych zdjęć zamieszczonych na stronie fotograficznej pod tagiem "mglisto" http://iwaszko.fotopozytywy.pl/index.php?tag=40&offset=2&order=&sort=

Posty "nadbiebrzańskie opary" też dobrze to ilustrują:
 http://igoriwaszko.blogspot.com/2013/05/nadbiebrzanskie-opary-poranne.html

http://igoriwaszko.blogspot.com/2014_09_01_archive.html

sobota, 20 sierpnia 2016

Wyłanianie z mgły.

       Mgły odrealniają śródłączny świat. Kiedy pojawiają się nic już nie jest takie banalnie oczywiste. Na pograniczu dnia i nocy wszystko zaczyna się od miękkiej otulającej wszystko szarości. To z niej wyłaniają się kontury zwierzęce. Dopiero potem przychodzi czas na żywsze barwy i delikatne światłocienie.





Wieczorne mgły są inne niż poranne, zatapiają świat w szarościach, zmierzając ku zakrywającym kształty czerniom. Gęstnieją i ścielą się tuż przy ziemi. Niebo nad nimi jest czerwonawe jeszcze chwilę po zachodzie słońca. W końcu i niebo ogarnia ciemność nocy.




Te snujące się mgły sprawiają, że tutaj przemiana dnia w noc i nocy w dzień, za każdym razem przypomina o tym, że świat wokół jest przecież prawdziwym cudem. 


wtorek, 16 sierpnia 2016

Niebiańskie góry

Słońce jeszcze nie zaszło za linię horyzontu, a księżyc już był dobrze widoczny. Jego tarcza zawieszona była nad chmurami, które, tego sierpniowego wieczoru, wyglądały jak podniebne góry. Szczyty tych gór lśniły oświetlone blaskiem zachodu. Jasne i strome zbocza wyraziście kontrastowały z ich podstawą. Czerwienie intensywniały i  mieszały się z żółciami, ustępującymi wraz z odchodzącym dniem. Niebiańskie góry oszałamiały  bogactwem barw, odcieni i grą światłocieni.









Piękno, jak zresztą wszystko, ma jednak swój kres. Niebiańskie góry rozpływały się w gęstniejącej szarości . Niebo było jednak nadal pełne blasku, wystarczyło odwrócić się od jego księżycowej strony i spojrzeć ku tej jeszcze przed chwilą słonecznej.  Tutaj chmury były jeszcze skąpane  w czerwieniach.


Kiedy pozostał już tylko księżycowy blask strome zbocza niebańskich gór zaczęły przypominać barwą błękitno - białe lodowce i tak, jak one, rozpływały się aż do zatracenia w mrokach nocy.


P.S. Myślę, że takie niebo można oglądać tylko tam, gdzie przestrzeń jest rozległa i pusta, gdzie niebo i ziemia zlewają się nisko, miękko i naturalnie w jedno. Tu, pośród kapickich  łąk, tak  po prostu jest.


czwartek, 11 sierpnia 2016

Letnie wędrówki- kontynuacja.

Tego lata przedwieczorne letnie wędrowanie po okolicznych łąkach i ich obrzeżach obfituje w spotkania ze zwierzętami. Przeważnie są to łosie, sarny i żurawie, ale zdarzają się i ptasi drapieżcy. Do łosi mam szczególny sentyment, bo snują się po tutejszych łąkach nieśpiesznie, łagodnie. Nawet zaskoczone pojawieniem się intruza nie reagują gwałtownie i pobudliwie. Przemierzają przestrzenie łąk tak, jakby przez nie płynęły, zgodnie z rytmem i nastrojem biebrzańskiego pejzażu.








środa, 3 sierpnia 2016

Przychodzimy,odchodzimy

"Przychodzimy, odchodzimy, wiatr nas porwie i poniesie za kołnierze podniesione, porozrzuca gdzieś w przestrzeni." Ludzie odchodzą, przychodzą i oddalają się. Wędrują aż do zatracenia. Pozostawiają po sobie na pastwę czasu i kurzu osierocone przedmioty, upodabniające się wraz z upływem czasu do starych zapomnianych rekwizytów teatralnych. Te porzucone przedmioty na początku wyglądają, jakby czekały na bliski w czasie powrót domowników. Potem, kiedy oplatają już  je pajęczyny robią wrażenie smutnych i opuszczonych, jakby utraciły nadzieje na to, że ktoś ożywi je powtórnie.




http://iwaszko.fotopozytywy.pl/index.php?album=55
http://iwaszko.fotopozytywy.pl/index.php?tag=70
P.S. Tekst ujęty w cudzysłów to fragmenty wiersza Z. Jęczmyka. Zdjęcia zrobione u króla Biebrzy.
P.S. ciąg dalszy: Kiedy sprawdzałem tekst przed publikacją przyszło mi do głowy, że w czasach globalizacji bywa, że  przedmioty zostają wyrzucone na śmietnik zanim ludzie je opuszczą, Ot takie  tandetne "made in china", zupełnie różne o starej siekiery po dziadku, lub starej, zapomnianej  komodzie ze strychu. Utylizacja zastępuje pajęczyny.





niedziela, 31 lipca 2016

Przebudzenie śródłączne.

     Moja działka graniczy z łąką, na której sąsiad wypasa wiosną i latem  konie. Koniom towarzyszą zazwyczaj bociany. Kiedy konie zgryzą łąkę tak, że nie mają już co jeść, przenoszone są na jakiś czas w inne miejsce. Zawsze wtedy czekam na to, kiedy powrócą pod moje okna i taras., aby swoją obecnością cieszyć oczy i serce. Trudno to opisać słowami takie zapatrzenie w kapickie pejzaże, zaludnione końmi, krowami, bocianami, żurawiami, łosiami.
    Latem dobrze jest tutaj  sypiać na zewnątrz, nie odgradzając się szczelnie czterema ścianami domu.
W trakcie jednej z takich pogodnych nocy z łąki dobiegało ściszone końskie chrapanie. Konie tej nocy pozostały bowiem na przydomowym pastwisku.
    Kiedy noc przeistaczała się w dzień, a  mrok w miękką szarość, zaczęły się wyłaniać z czerni końskie sylwetki. Wschód słońca dopiero miał się zaczynać. Słychać było ciche rżenie budzących się zwierząt. Prawie wszystkie jeszcze spały, podniosła się tylko jedna klacz.


Robiło się coraz jaśniej. Kolejne konie budziły się i wstawały, a ptaki zaczynały swój poranny koncert. powietrze było rześkie, wilgotne i chłodne. A w tle cisza. Koguty zaczynały dopiero piać, zapowiadając nadejście dnia.







Do koni zaczęły dołączać bociany.


Słońce wzeszło nad horyzont. Zaczął się dzień.


Ten, kto budził się do dnia zgodnie z naturalnym rytmem przejścia z nocy w dzień wie, że czas ma wtedy bieg najbliższy człowieczej naturze.