sobota, 20 sierpnia 2016

Wyłanianie z mgły.

       Mgły odrealniają śródłączny świat. Kiedy pojawiają się nic już nie jest takie banalnie oczywiste. Na pograniczu dnia i nocy wszystko zaczyna się od miękkiej otulającej wszystko szarości. To z niej wyłaniają się kontury zwierzęce. Dopiero potem przychodzi czas na żywsze barwy i delikatne światłocienie.





Wieczorne mgły są inne niż poranne, zatapiają świat w szarościach, zmierzając ku zakrywającym kształty czerniom. Gęstnieją i ścielą się tuż przy ziemi. Niebo nad nimi jest czerwonawe jeszcze chwilę po zachodzie słońca. W końcu i niebo ogarnia ciemność nocy.




Te snujące się mgły sprawiają, że tutaj przemiana dnia w noc i nocy w dzień, za każdym razem przypomina o tym, że świat wokół jest przecież prawdziwym cudem. 


wtorek, 16 sierpnia 2016

Niebiańskie góry

Słońce jeszcze nie zaszło za linię horyzontu, a księżyc już był dobrze widoczny. Jego tarcza zawieszona była nad chmurami, które, tego sierpniowego wieczoru, wyglądały jak podniebne góry. Szczyty tych gór lśniły oświetlone blaskiem zachodu. Jasne i strome zbocza wyraziście kontrastowały z ich podstawą. Czerwienie intensywniały i  mieszały się z żółciami, ustępującymi wraz z odchodzącym dniem. Niebiańskie góry oszałamiały  bogactwem barw, odcieni i grą światłocieni.









Piękno, jak zresztą wszystko, ma jednak swój kres. Niebiańskie góry rozpływały się w gęstniejącej szarości . Niebo było jednak nadal pełne blasku, wystarczyło odwrócić się od jego księżycowej strony i spojrzeć ku tej jeszcze przed chwilą słonecznej.  Tutaj chmury były jeszcze skąpane  w czerwieniach.


Kiedy pozostał już tylko księżycowy blask strome zbocza niebańskich gór zaczęły przypominać barwą błękitno - białe lodowce i tak, jak one, rozpływały się aż do zatracenia w mrokach nocy.


P.S. Myślę, że takie niebo można oglądać tylko tam, gdzie przestrzeń jest rozległa i pusta, gdzie niebo i ziemia zlewają się nisko, miękko i naturalnie w jedno. Tu, pośród kapickich  łąk, tak  po prostu jest.


czwartek, 11 sierpnia 2016

Letnie wędrówki- kontynuacja.

Tego lata przedwieczorne letnie wędrowanie po okolicznych łąkach i ich obrzeżach obfituje w spotkania ze zwierzętami. Przeważnie są to łosie, sarny i żurawie, ale zdarzają się i ptasi drapieżcy. Do łosi mam szczególny sentyment, bo snują się po tutejszych łąkach nieśpiesznie, łagodnie. Nawet zaskoczone pojawieniem się intruza nie reagują gwałtownie i pobudliwie. Przemierzają przestrzenie łąk tak, jakby przez nie płynęły, zgodnie z rytmem i nastrojem biebrzańskiego pejzażu.








środa, 3 sierpnia 2016

Przychodzimy,odchodzimy

"Przychodzimy, odchodzimy, wiatr nas porwie i poniesie za kołnierze podniesione, porozrzuca gdzieś w przestrzeni." Ludzie odchodzą, przychodzą i oddalają się. Wędrują aż do zatracenia. Pozostawiają po sobie na pastwę czasu i kurzu osierocone przedmioty, upodabniające się wraz z upływem czasu do starych zapomnianych rekwizytów teatralnych. Te porzucone przedmioty na początku wyglądają, jakby czekały na bliski w czasie powrót domowników. Potem, kiedy oplatają już  je pajęczyny robią wrażenie smutnych i opuszczonych, jakby utraciły nadzieje na to, że ktoś ożywi je powtórnie.




http://iwaszko.fotopozytywy.pl/index.php?album=55
http://iwaszko.fotopozytywy.pl/index.php?tag=70
P.S. Tekst ujęty w cudzysłów to fragmenty wiersza Z. Jęczmyka. Zdjęcia zrobione u króla Biebrzy.
P.S. ciąg dalszy: Kiedy sprawdzałem tekst przed publikacją przyszło mi do głowy, że w czasach globalizacji bywa, że  przedmioty zostają wyrzucone na śmietnik zanim ludzie je opuszczą, Ot takie  tandetne "made in china", zupełnie różne o starej siekiery po dziadku, lub starej, zapomnianej  komodzie ze strychu. Utylizacja zastępuje pajęczyny.





niedziela, 31 lipca 2016

Przebudzenie śródłączne.

     Moja działka graniczy z łąką, na której sąsiad wypasa wiosną i latem  konie. Koniom towarzyszą zazwyczaj bociany. Kiedy konie zgryzą łąkę tak, że nie mają już co jeść, przenoszone są na jakiś czas w inne miejsce. Zawsze wtedy czekam na to, kiedy powrócą pod moje okna i taras., aby swoją obecnością cieszyć oczy i serce. Trudno to opisać słowami takie zapatrzenie w kapickie pejzaże, zaludnione końmi, krowami, bocianami, żurawiami, łosiami.
    Latem dobrze jest tutaj  sypiać na zewnątrz, nie odgradzając się szczelnie czterema ścianami domu.
W trakcie jednej z takich pogodnych nocy z łąki dobiegało ściszone końskie chrapanie. Konie tej nocy pozostały bowiem na przydomowym pastwisku.
    Kiedy noc przeistaczała się w dzień, a  mrok w miękką szarość, zaczęły się wyłaniać z czerni końskie sylwetki. Wschód słońca dopiero miał się zaczynać. Słychać było ciche rżenie budzących się zwierząt. Prawie wszystkie jeszcze spały, podniosła się tylko jedna klacz.


Robiło się coraz jaśniej. Kolejne konie budziły się i wstawały, a ptaki zaczynały swój poranny koncert. powietrze było rześkie, wilgotne i chłodne. A w tle cisza. Koguty zaczynały dopiero piać, zapowiadając nadejście dnia.







Do koni zaczęły dołączać bociany.


Słońce wzeszło nad horyzont. Zaczął się dzień.


Ten, kto budził się do dnia zgodnie z naturalnym rytmem przejścia z nocy w dzień wie, że czas ma wtedy bieg najbliższy człowieczej naturze.







środa, 27 lipca 2016

Kapickie łąki.

Zanim słońce wzejdzie nad horyzont odzywają się żurawie. Ich klangor jest przenikliwy. Słychać go z daleka. Jest jeszcze szarawo i lekko mglisto. Widoczność nie jest najlepsza, kształty miękkie i rozpływające się. Trzeba się dobrze przypatrzyć, aby zobaczyć żurawie sylwetki.


Jest lato. Brzasku praktycznie prawie nie ma. Słońce wschodzi pośpiesznie.




Szybko robi jasno. Trzeba się śpieszyć zanim światło stanie się zbyt jaskrawe i zacznie wypalać kolory. Nie wszystkie łąki zostały skoszone. Te pozostawione same sobie przypominają barwne i gęste kobierce


Aby dostrzec pośród tych zarosłych tych sarny należy być uważnym.




Skwar letniego dnia, owady i duchota  wkrótce wyganiają zwierzęta z otwartych, nieosłoniętych  przestrzeni. Powracają na łąki późnym popołudniem, lub najczęściej dopiero około zachodu słońca.




Słońce już zaszło. Dzień zaczął się od żurawi i na nich się zakończył. Tym razem, też było je bardziej słychać, niż widać. Ich tęskne wołanie dochodzi aż do głębi człowieczego serca.



piątek, 22 lipca 2016

Światło - barwa i blask

     Powiedzenie "bezkrwawe łowy" dobrze opisuje pasję jaką jest fotografowanie. Już samo przygotowanie do tychże łowów to swoisty rytuał, pełen napięcia i oczekiwania. Potem już tylko czujne i skupione wypatrywanie.  Przyroda nie poddaje się jednak łatwo. Bywa, że nie pomaga ani zasiadka, ani podchód, ani podjazd, bo, wiatr wieje nie z tej strony lub chwilę wcześniej coś wypłoszyło łanie, sarny i inne zwierzęta  z otwartej przestrzeni. Pogoda też ma tu znaczenie. Czasami po prostu brakuje zwykłego szczęścia, a stan wyczekiwania czegoś nadzwyczajnego trwa nadal.
     Bywa wtedy, że zamiast spotkania z wilkiem lub łosiem wydarzeniem staje się światło, jego barwa, blask, krótkotrwałe zazwyczaj kaprysy. W takich sytuacjach to, co codzienne, staje się na chwilę niezwykłe w swojej urodzie. To też jest częścią bezkrwawych łowów, bo przecież chodzi tutaj nie tylko o dokumentowanie przyrodniczych  rzadkości i kolekcjonowanie gatunków, ale też wrażliwość i poszukiwanie piękna, a ono skrywa się wokół za zasłoną codzienności i przyzwyczajenia. Światło blaskiem i barwą wydobywa je z ukrycia i wyodrębnia z tła, tak jest i z diamentami. 
                                                      
                                                            Barwa





                                                              Blask