piątek, 18 stycznia 2019

Żurawie w czerwieniach i blasku wschodzącego słońca.

     Witam po długiej przerwie. Minęło już około ośmiu miesięcy od kiedy zamieściłem ostatni post. Przez ten czas nie zaprzestałem fotografowania, ale nie ciągnęło mnie do prowadzenia bloga. Ot, taka migracja wewnętrzna. Czasem tak trzeba. Zdjęć w archiwum nagromadziło w tym czasie się sporo, będzie więc w czym wybierać.

   Za oknem śnieg. Biel miesza się z szarością. Słońce schowało się za chmurami i skąpi swego blasku.

 Dla kontrastu odkładam zimową aurę na później i powracam do letniego, czerwcowego poranka. Za plecami pozostał zachód księżyca. Droga wiedzie prosto ku blaskowi wschodzącego słońca,  przez czerwienie i żółcie rozlane w przestrzeni pomiędzy łąkami i nadbiebrzańskim niebem. Wszystko wokół otula delikatna materia mgieł. Jest tak cicho, że własny oddech wydaje się być hałasem. Cisza otula tak jak mgła, wtedy nadlatują żurawie. W takiej ciszy i przestrzeni ich klangor brzmi szczególnie dojmująco i przenikliwie, zaś ich ciemne sylwetki, chociaż same w sobie niewielkie, przyciągają wzrok tak, że trudno go od nich oderwać.
    
    
   









6 komentarzy:

  1. "i nadbiebrzańskim niebem"? Z tego miejsca do Biebrzy jest jakieś 30 km, więc to raczej nadełckie niebo Panie Igorze.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję za komentarz. W odpowiedzi jednak prostuję,że w linii prostej z kapickich łąk jest do Biebrzy około 10-11 km. Da się tam nawet dotrzeć łąkami nie korzystając z 30-o kilometrowego objazdu asfaltem. Nie ma to jednak i tak znaczenia, ponieważ rzeka Ełk to dopływ Biebrzy, a kapickie łąki to część basenu środkowego biebrzańskiej doliny. Dolina Biebrzy stanowi całość kulturową i przyrodniczą. To dlatego świadomie użyłem sformułowania "nadbiebrzańskie niebo". Poza tym to nie jest to tekst naukowy, tylko rodzaj impresji. Nie ma więc potrzeby mierzenia odległości w "kilometrach asfaltowych", tak jak nie ma potrzeby mierzenia odchylenia linii horyzontu na zdjęciu w milimetrach. Gdyby takie rozumowanie miałoby mieć uzasadnienie to sformułowanie "nadbiebrzańskie niebo" musiałoby dotyczyć pasa, mierzonego w metrach,równego szerokości koryta samej rzeki. Wobec powyższego pozostaję przy swoim i daję sobie prawo traktowania siebie samego i miejsca w którym żyję jako części biebrzańskiego świata. Pozdrawiam. Igor Iwaszko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teoretycznie każdy ma prawo do własnej interpretacji geograficznej. Kłopot w tym, że na tej samej zasadzie mieszkańcy Łomianek twierdzą, że mieszkają w Warszawie, a projektowany Turnicki PN jest w Bieszczadach. Moim zdaniem, to wprowadzanie w błąd ludzi, którzy chcą przyjechać nad ptasią Biebrzę, a przyjeżdżają nad Ełk, gdzie ptaków praktycznie nie ma. Byłem tylko dwa razy w miejscu, który Pan opisuje (z profesjonalnym przewodnikiem) i raczej nigdy tam nie wrócę, gdyż zwyczajnie nie ma po co, chyba że ktoś po prostu lubi spacery wśród łąk. Pozdrawiam. Staszek Różycki

      Usuń