Pokazywanie postów oznaczonych etykietą brzeziny kapickie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą brzeziny kapickie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 23 marca 2018

Korzenie martwych drzew - kontynuacja.

  Kontynuuję cykl już rozpoczęty. Obecny tekst nawiązuje do dwóch poprzednich postów. Pisałem w nich o tym, że korzenie martwych drzew przybierają baśniowe kształty, są jak czarna, pradawna leśna straż. Pisałem o czasie i trwaniu, o ciszy i prawie utraconej przynależności do Matki Natury.

http://igoriwaszko.blogspot.com/2014/12/czarna-lesna-straz.html
http://igoriwaszko.blogspot.com/2015/03/trwanie-i-czas.html

 Teraz zadałem sobie pytanie o to, czym jest Natura dla nas ludzi?
    Myślę, że na pewno nie jest obca. Nie jest przeciwstawna istocie człowieczeństwa. Nie jest nam dana jako rzecz. Nikt nam nie dał moralnego prawa czynić jej sobie poddaną i nie możemy używać jej bezmyślnie jako tylko i wyłącznie narzędzia.  To, że jest immanentną częścią człowieczeństwa sprawia, że zwracając się przeciwko niej zwracamy się przeciwko samym sobie. Nie szanując jej,  odmawiamy szacunku sami sobie. Czarna, leśna straż przypomina mi o tym.






wtorek, 13 grudnia 2016

Podchodzenie

          Słowo podchodzenie brzmi ot tak zwyczajnie, jeśli jednak dotyczy ono łosi, nabiera innego znaczenia.
        Kilka godzin włóczenia się po bagiennych łąkach, poprzecinanych mozaiką brzeziny, zawsze jest jak wejście w ciszę, w której z każdym wdechem  zasysa się z przestrzeni jakąś dziwną moc i uspokojenie. To dlatego warto tutaj wędrować. Zwierzaków jednak długo nie mogłem spotkać, chociaż pilnie ich wypatrywałem. Pochmurny dzień zmierzał do swojego końca. Moje nieme i czujne zapatrzenie w dal przyniosło dobry skutek, pozwoliło mi nie przegapić ciemnej, odległej plamy pośród brzeziny okalającej łąkę. Zanim zdążyłem przyłożyć do oka lornetkę ciemna sylwetka jakby rozpłynęła się w brzezinie. Postanowiłem zmienić kierunek mojego marszu odbijając w lewo na skos, tak, aby po przejściu kolejnego brzozowego lasku znaleźć się bliżej miejsca, w które mógł zawędrować domniemany łoś. Po wyjściu na otwartą przestrzeń, dość daleko ode mnie zobaczyłem dwa łosie. Jeden stał na tle ściany lasu, drugi w jego głębi.


           Nie widziały mnie. Szły spokojne w kierunku, w którym i ja zmierzałem. Pozostało mi tylko znowu odbić ciut na lewo i iść uważnie tak, aby nie hałasować nadmiernie. Liczyłem na to, że za kolejnym laskiem nasze drogi zejdą się. Napięcie rosło, serce biło szybciej, wzrok wyostrzał się, uszy wyczulały na najmniejszy szmer. Trudno w słowach opisać emocje i stan skupionego oczekiwania, spokoju który zakrywa wewnętrzne rozedrganie.  Chyba jednak pozostało we mnie coś z pierwotnego łowcy.
      W końcu bingo! Jest ! Na tle kolejnego pasa brzeziny zobaczyłem całkiem blisko klępę z tegorocznym łoszakiem. Aparat fotograficzny był już przygotowany. Łosie szły spokojnie swoją drogą. Nie zauważyły mnie. Za to mnie chyba usłyszały, bo przez chwilę zaprzestały konsumpcji połączonej z wędrówką i zaczęły wpatrywać się w krzaki i brzózki, które kryły moją obecność. Zbytnio się jednak nie przejęły, zanim nieśpiesznie przeszły dalej poskubały jeszcze trochę wierzbowych krzaków.
    






Bezkrwawe łowy zakończyły się, bicie serca powracało do normalnego rytmu.

niedziela, 16 października 2016

Bukowisko kapickie 2016 - październik.

Jest już połowa października, a bukowisko trwa. Byki i klępy ganiają po okolicznych łąkach nadal, w większych lub mniejszych grupach. Takie mobilne stadko składa się najczęściej z klępy, jej tegorocznego łoszaka i byków, których jak widać może być kilku.  Na zdjęciach widać nawet piątkę łosi w jednym stadku. Biegły jeden za drugim, pilnie bacząc, aby nie odłączyć się od reszty. Bukowisko zmierza już chyba jednak ku końcowi. Byki pójdą każdy w swoją stronę, klępa pozostanie z łoszakiem. W maju lub w czerwcu przyszłego urodzi następnego, a we wrześniu i październiku będzie ponownie kusiła i przyciągała kawalerów. I tak w powtarzalnych cyklach kręci się koło czasu. Wraz z jego upływem jej miejsce zajmą inne klepy i inne byki. Zupełnie jak u ludzi. Myślę, że ludzi łączy z łosiami więcej niż się nam wydaje. W końcu wszyscy jesteśmy dziećmi matki natury. Dlatego szanujmy łosie, mamy z nimi przecież wiele wspólnego.










P.S. Zapraszam też do zdjęć z rykowiska. Też trwa nadal, w połowie października.
http://iwaszko.fotopozytywy.pl/index.php?album=257

czwartek, 29 września 2016

Oblicza mgły - kolory.

Pisałem już w jednym z poprzednich postów o kapickich mgłach. O tym, że są niewyobrażalnie plastyczne, zmienne i kapryśne. Tym razem pokażę mgielne barwy, bowiem i one zachwycają.
Kiedy patrzy się prosto w słońce czerwienie przechodzą w miękko ciepłe i nasycone żółcie. Kiedy słońce wzniosło się już wyżej nad linię horyzontu warto spojrzeć na to, co dzieje się z tyłu za nami. Tam szarości i biele mieszają się z błękitem. Gdy nadchodzi pełnia dnia mgły odchodzą razem z barwami poranka.
Zaczynają się też czerwienić i żółknąć liście drzew, otulonych oparami mgieł. Zaczyna się kolejna jesień.







piątek, 22 lipca 2016

Światło - barwa i blask

     Powiedzenie "bezkrwawe łowy" dobrze opisuje pasję jaką jest fotografowanie. Już samo przygotowanie do tychże łowów to swoisty rytuał, pełen napięcia i oczekiwania. Potem już tylko czujne i skupione wypatrywanie.  Przyroda nie poddaje się jednak łatwo. Bywa, że nie pomaga ani zasiadka, ani podchód, ani podjazd, bo, wiatr wieje nie z tej strony lub chwilę wcześniej coś wypłoszyło łanie, sarny i inne zwierzęta  z otwartej przestrzeni. Pogoda też ma tu znaczenie. Czasami po prostu brakuje zwykłego szczęścia, a stan wyczekiwania czegoś nadzwyczajnego trwa nadal.
     Bywa wtedy, że zamiast spotkania z wilkiem lub łosiem wydarzeniem staje się światło, jego barwa, blask, krótkotrwałe zazwyczaj kaprysy. W takich sytuacjach to, co codzienne, staje się na chwilę niezwykłe w swojej urodzie. To też jest częścią bezkrwawych łowów, bo przecież chodzi tutaj nie tylko o dokumentowanie przyrodniczych  rzadkości i kolekcjonowanie gatunków, ale też wrażliwość i poszukiwanie piękna, a ono skrywa się wokół za zasłoną codzienności i przyzwyczajenia. Światło blaskiem i barwą wydobywa je z ukrycia i wyodrębnia z tła, tak jest i z diamentami. 
                                                      
                                                            Barwa





                                                              Blask







sobota, 2 lipca 2016

Letnich wędrówek ciąg dalszy - fotograficzny notes.

     Tym razem proponuję kontynuację poprzedniego postu. Na łąkach i w brzezinie nadal jest parno i gorąco. Ślepaki oszalały i niemiłosiernie tną wędrowca. Skwar i owady wyganiają z otwartych przestrzeni nawet zwierzęta. Najłatwiej zobaczyć sarny, inne spotkania stały się rzadsze. W takich warunkach najlepiej jest wyruszać w drogę jeszcze przed świtem lub późnym popołudniem. Uroku dodają poranne mgły i dobrze wysycone barwy. Poranki są wprawdzie piękne, ale wczesne i nazbyt krótkie, potem światło staje się jaskrawe.
     Środek dnia, samo południe, najlepiej przeczekać w cieniu, ograniczając wysiłek wykonywany pod gorącą nieosłoniętą kopułą nieba do niezbędnego minimum. Późnym popołudniem można znowu wyruszać w łąki, o ile tylko nie zanosi się na burzę, bo wtedy owady atakują szczególnie zawzięcie. Tutaj, na wsi, rytm dnia zależny jest od pory roku i pogody - skwaru, deszczu i wichury. Oblepiający letni żar przypomina o tym, podobnie jak gwałtowna burza.Człowiek zna tutaj swoje miejsce. Trwa, bo z jednej jest podobny do mocnego, zakorzenionego drzewa, wrosłego w tradycję i ziemię, z drugiej zaakceptował surowe warunki narzucane mu przez naturę. To trudne i męczące, ale miłość nie jest łatwa, a przecież kochamy matkę naturę.









poniedziałek, 16 listopada 2015

Kiedy kształt przeszkadza?

  Od ponad tygodnia prawie nieustannie pada deszcz. Listopadowa szaruga sprawiła, że zatęskniłem za kolorami. Pewnie dlatego sięgnąłem do archiwum i tam odnalazłem zagubione barwy.
 Wielokrotnie krawędź brzozowego lasu, oświetlona złotawo, czerwonawym światłem zachwycała mnie swoją barwą. Bardzo trudno mi było jednak utrwalić te odczucie w kadrze. Prawie zawsze przeszkadzał przytłaczający nadmiar kształtów, odciągający uwagę od barwy i rytmu. Próbowałem odnaleźć w tym bujnym i zarazem jednolitym nadmiarze jakieś wyróżniające się ekspresją rysunku drzewo. Poszukiwałem dobierając głębię ostrości i kadry. Zmieniałem obiektywy i wszystko na nic.
  W końcu odkryłem, że rozmywając kształt, redukując go do ledwo naszkicowanych, muśniętych, lecz starannie dobranych rytmów i plam, wydobywa się spod niego barwę.




wtorek, 23 czerwca 2015

Kaprysy czerwcowej aury.

           Poranek zaczął się od deszczu i szarego, nijakiego nieba. To nie była nawet burza, tylko szaruga. Przed południem przestało padać, chmury rozrzedziły się. Niebo nawet trochę pojaśniało. Bliskość brzezin kusiła, uwodziła, zapraszała do wędrówki. Stara i zapomniana tryba leśna zarosła gęsto paprociami,
a gdzieniegdzie nawet trzciną lub wierzbowym zakrzaczeniem. W tych warunkach trudno było iść na tyle cicho, aby wtopić się w ciszę lasu.



    Po kilku bezdeszczowych godzinach przyszła burza, z ulewą i grzmotami. Dobrze, że blisko była śródleśny grąd. Stary i potężny dąb zaoferował mi osłonę przed gradem. Potem niebo troszkę pobłękitniało, ale deszcz pokapywał jeszcze kilkakrotnie. Krople wody osiadały na liściach drzew i na paprociach. Wydawało się, że o zdjęciach tego dnia mogę zapomnieć.
     Późne popołudnie przemieniało się w wieczór. Światło łagodniało i wytracało jaskrawą srebrzytość dnia. Droga powrotna prowadziła prosto ku słońcu. Wszechobecna wilgoć, tak uciążliwa w ciągu dnia, teraz stała się dla mnie podarunkiem. Zaczęła tworzyć się mgła, rozświetlana słonecznym blaskiem.








Jest takie przysłowie: "nie chwal dnia przed zachodem słońca".
Dzisiaj zrozumiałem, że powinno się raczej mówić: nie gań dnia zanim przeminie.