wtorek, 1 sierpnia 2017

Zające.

Leśnicy twierdzą, że choroby zakaźne, transport drogowy, kłusownictwo, intensyfikacja rolnictwa i drapieżnictwo sprawiają, że niegdyś tak liczna w Polsce populacja zajęcy z roku na rok maleje.
W Kapicach wprawdzie trudno mówić o intensyfikacji rolnictwa lub wzmożonym ruchu drogowym, ale pomimo tego jeszcze niedawno nie tak łatwo było w Kapicach spotkać zające. Uprzedni i obecny rok jest na szczęście pod tym względem łaskawszy, bo ich widok przestaje być tutaj rzadkością, co cieszy, bo kapickie łąki bez zajęcy nie byłyby już tym samym miejscem .












Inne Lipcowe spotkania ze zwierzętami: 
http://iwaszko.fotopozytywy.pl/index.php?album=268

niedziela, 2 lipca 2017

Letnie łąki i cud życia.

Letnie, jaskrawe światło, przytłaczającą inne kolory zieleń oraz wysokie trawy nie ułatwiają fotografowania zwierząt, które umiejętnie wykorzystują te warunki do znakomitego maskowania się i wtapiania w bujne, splątane tło. Samice są też bardziej ostrożne niż zazwyczaj, ponieważ o tej porze roku chronią swoje młode przed intruzami. Czasem jednak dają się zaskoczyć człowiekowi. Mnie, z uwagi na w miarę częstą włóczęgę po bezdrożach i zakamarkach łąk,zdarza się to nierzadko. Korzystam wtedy z okazji do zrobienia zdjęcia ale tak, aby nie nękać młodych i ich mam upartym tropieniem i natarczywością. Szczególnie ostrożnym należy być wtedy, gdy spotkamy niedawno urodzonego zwierzaka samego, bez matczynej opieki. Tak dzieje się w przypadku saren. Koza pozostawia swoje koźlątko w ukryciu, licząc na to, że intruz nie zauważy go w morzu i gąszczu traw. Jest ono tak małe i ciche, że widać je dopiero wtedy, kiedy prawie na niego wejdziemy. Nie można go wtedy dotykać i zostawiać człowieczego zapachu. Nie powinno się niepokoić go swoją obecnością, ani też zbliżać do niego jeszcze bardziej. Można, oczywiście, zrobić fotografię, ale szybko, sprawnie, bez dodatkowych stresujących zwierzęta ceregieli i spokojnie odejść. Matka powróci po koźlę i zaopiekuje się nim dalej.


Klępy chroniące łoszaki są z kolei bardziej czujne i szybciej reagują na to, co dzieje się w ich otoczeniu. Klępa widoczna na poniższym zdjęciu wycofała się wraz łoszakiem natychmiast.  W odróżnieniu od niewielkiej sarenki jest ponadto duża i silna, toteż kiedy uzna, że łoszak nie ma możliwości ucieczki, może zaatakować i człowieka. W tym wypadku zasada nienękania młodych to nie tylko kwestia etyki, ale i bezpieczeństwa obserwatora.



Pozostałe napotkane łosie, te bez potomstwa, nie były już tak płochliwe.




Na koniec dodam, że nie ma co na lato narzekać, bo chociaż jest nie tak kolorowe jak jesień, nie tak migotliwe i rozległe jak wiosenne wody to i ono potrafi zaskoczyć i zachwycić. Trzeba tylko dobrze i cierpliwie poszukać.

http://igoriwaszko.blogspot.com/2017/07/letnie-aki-i-cud-zycia.html

niedziela, 11 czerwca 2017

Wiosenne łąki.

  Wiosenne łąki wokół Kapic są wypełnione żółciami, rudawymi czerwieniami i innymi barwami. Poranne światło rozświetla je łagodnym blaskiem. Dzienne światło jest dla odmiany jasnosrebrzyste. Wieczorne słońce dodaje  natomiast odcień starego złota. Podobno taki właśnie odcień ukochał Andriej Rublow i dlatego przenosił go do swoich ikon.
   Napotykane sarny, łosie, zające, bociany i żurawie ożywiają łąkowe pejzaże. Ich obecność jest cały czas wyczuwalna, chociaż nie zawsze nam się pokazują. To właśnie wyostrza zmysły i czyni obserwatora czujnym, napiętym i uważnym. Sprawia też, że wędrówka przez wiosenne łąki staje się nie tylko doświadczaniem mistycznego piękna, ale i ekscytującą przygodą.



















































środa, 31 maja 2017

Biebrzańskie snucie się - ciąg dalszy.

   Pisałem już o "snuciu" się. Przypominam, dla nawiązania do tematu, że słowo to oznacza w moim słowniku nieśpieszną wędrówkę, która cieszy sama z siebie i nie ma banalnie praktycznego celu, ale pozwala za to zanurzyć się w biebrzańskiej przestrzeni łąk, turzycowisk i brzezin. Snucie się to bezinteresowne zapatrzenie, zasłuchanie, cierpliwe i uważne wyczekiwanie na to co się wydarzy.
W swojej najdoskonalszej postaci snucie się przypomina medytację, bowiem wszytko to, co nie jest nam dane bezpośrednio przez naturę, wyłącznie tu i teraz, powinniśmy pozostawić za sobą. W przeciwnym wypadku zamiast pokornego zapatrzenia i zasłuchania w biebrzańską dal, ciszę i tajemnicę zafundujemy sobie tylko pogoń za własnymi ambicjami, czyli przedłużenie cywilizacyjnego "wyścigu szczurów".

    Najłatwiej doprecyzować tę myśl przez negację, czyli wyjaśnienie tego czym "snucie się" nie jest. To krótka lista takich czynności:
- zaliczanie rzadkich gatunków traktowane jako cel nadrzędny biebrzańskiej wędrówki
- niecierpliwe i pośpieszne poszukiwanie sensacji przyrodniczych, połączone z ostentacyjnym lekceważeniem tego co najzwyklejsze
- ograniczenie percepcji biebrzańskiej przyrody tylko i wyłącznie do klasyfikowania, nazywania i stosowania miar logiczno - użytkowych
- bezrefleksyjna, ślepa i agresywna pogoń za zdjęciami, nagraniami i innymi formami dokumentowania.

     Nie neguję przy tym sensu realizowania różnych form edukacji i turystyki przyrodniczej, bo to mądra, potrzebna i wartościowa aktywność nadbiebrzańska. Nie neguję też potrzeby i sensu wędrówek fotograficznych, sam je uprawiam. Ale to nie jest dla mnie wszystko.  Nadbiebrzańskie snucie się jest jednak czymś zupełnie odmiennym, doświadczaniem rzeczywistości na innym poziomie percepcji.  Umożliwia bowiem na niemal mistyczne doświadczanie natury i wędrówkę wgłąb własnego jestestwa, co jest nieuchwytne i niedostępne na poziomie logiki zero -jedynkowego konkretu. Te dwa sposoby doświadczania mogą się uzupełniać i wzbogacać. To dlatego nigdy nie używam podczas swoich wędrówek zwrotu "tu nic nie ma" i nie lekceważę biebrzańskiej pustaci. Nie nudzi mnie ona, ale inspiruje.  Dzięki niej mogę powracać z biebrzańskich wędrówek nawet bez sukcesów fotograficzno - łowieckich, bowiem zapatrzenie i zasłuchanie w biebrzańską przestrzeń przybliża, za każdym razem, do współuczestniczenia w tajemnym sacrum Matki Natury. I na tym kończę, bo to doświadczenie nie da się pozamykać w prostą i jednoznacznie oczywistą grę słów.









  

sobota, 6 maja 2017

Łosie po raz kolejny.

      Łosie fotografuję ostatnio dość często. Na Bagnach Biebrzańskich spotkanie z nimi ze statystycznego punktu widzenia nie jest czymś nadzwyczajnym, ale pomimo tego, niezmiennie mnie cieszy i frapuje. To dlatego, że polubiłem te z pozoru niezgrabne zwierzęta.
     Jedna z legend biebrzańskich opowiada o tym, że Pan Bóg ulepił łosia późno, z tego, co już na ziemi było, bo zabrakło mu rajskich zapasów. "Zad wziął od konia, ino bez długiego ogona, racice od krowy, żeby w bagnie nie grzęzły, rogi od jelenia, tylko, że je rozłożył na boki łba, żeby w kustach łoziny nie połamał, uszy jelenia, łeb cudaczny, górna warga dłuższa niż ma koń, dolna niedopasowana, krótsza niż u żubra, kark dał silny od tura". Potem Pan Bóg obejrzał dokładnie "swoje dzieło" i uznał, że łoś wyszedł mu "nie bardzo zgrabny", taki dziwaczny. Powiedział więc do łosia: "pójdź łosiu na bagna i tam będziesz królem wszelkiej żywiny, bo jesteś z nich największy i najsilniejszy". Potem Pan Bóg dodał:  "nie wychodź tylko stamtąd i nie pokazuj się ludziom na oczy, bo nie jesteś piękny". Od tego czasu łoś "tuła się w Dolinie Biebrzy, błąka się i ukrywa w zaroślach, ludzi omijając z daleka".
     Tyle na temat łosia mówi legenda. Ja się jednak z nią nie zgadzam. Może łoś jest troszeczkę dziwaczny, ale jest to jego zaletą, bo nie wygląda banalnie. Jest przez to na swój sposób piękny i jedyny w swoim rodzaju. Mnie swoim wyglądem niezmiennie urzeka i do fotografowania zachęca.








Cytaty pochodzą z książki pod tytułem "O czym szumią łoziny ? Legendy ziemi lipskiej. "