poniedziałek, 10 lutego 2014

Kapickie łosie

Sosnowy lasek znajdujący się w granicach wsi skusił klępę z łoszakiem. Zimą łosie chętnie żywią się delikatnymi czubkami sosen lub ich gałązkami. Wychodzą wówczas z brzeziny i olsu, wędrują nie zatrzymując się przy pozbawionych liści wierzbowych zakrzaczeniach, poszukując pokarmu. Przemieszczają się idąc od Kapic ku Przechodom lub w odwrotnym kierunku, bywa nawet, że przechodzą przez wioskę. Tropy jakie pozostawiła sfotografowana wczoraj klępa świadczą o tym, że po zmierzchu musiała przejść przez Kapice asfaltową drogą, aby przy remizie skręcić w żwirową drogę wzdłuż której rozłożyła się centralna część wsi. To tak jakby przeszła przez "rynek". Dalej pewnie udała się ku rozległym grądzikom po drugiej stronie wioski. Przeszła praktycznie prawie pod moim kuchennym oknem. Cóż, był przystanek Alaska, to i przystanek Kapice nie dziwi.



Patrz i nasłuchuj, ktoś nadchodzi.


Tak na wszelki wypadek przytulę się do mamy.


Mama nie przejmuje się tym za bardzo, nawet podjada sobie dalej.

W końcu jednak klępa i łoszak weszły w sosnowy las, aby po zapadnięciu zmierzchu przewędrować przez wioskę.

wtorek, 4 lutego 2014

Zimowe pejzaże miękko rysowane - kontynuacja.

 Fotografia cyfrowa kojarzy się zazwyczaj z wymogiem, nie zawsze naturalnej, perfekcyjnej ostrości. Zapis na matrycy jest często upiększany już w momencie fotografowania przez program,  który stosuje algorytmy "ulepszania" bez względu na to, co jest fotografowane. To dlatego tak trudno jest oddać klimat miękko rysowanego porannym światłem zimowego poranka. To z tego powodu próbuję ostatnio używać filtru rozmiękczającego, bo stosowany w fotografii krajobrazowej lekko rozprasza i miesza barwy. Zaciera ostrość granicy przechodzenia jednego koloru w drugi. Światło sprawia z kolei wrażenie rozproszonego. Taki sposób fotografowania pejzażu to dzisiejszego poranka świadomy wybór.














czwartek, 30 stycznia 2014

Zapatrzenie


 Niedawno napisałem w komentarzu do fotografii przeglądanych na jednym z obserwowanych przeze mnie blogów, że "zaczynają się od zapatrzenia". Zdjęcia te były niebanalnie piękne, jak zwykle u tegoż autora.  Odpowiedział mi: "Jak zwykle większość rzeczy w życiu :D W końcu ponoć ponad 80% bodźców odbieramy wzrokiem..."

      Przyznam, że ta odpowiedź zaskoczyła mnie swoją anatomiczną i fizjologiczną konkretnością, bo rozminęła się znacząco z tym, co dla mnie kryje się pod słowem zapatrzenie. Zapatrzenie to dla mnie więcej niż tylko percepcja świata za pomocą zmysłu wzroku. Zapatrzeniem nazywam raczej stan umysłu, zatrzymanie się w zachwycie, zamyśleniu i bezruchu. To skupienie uwagi na czymś pięknym. Codzienny i praktyczny, prawie automatyczny ogląd świata zostaje wtedy zawieszony. Świat pędzi sobie obok nas, a my wpatrujemy się w dal, w przestrzeń, w coś, co hipnotyzuje nas i przyciąga nostalgią, marzeniem, zachwytem.

 Można się też i  zasłuchać w szum wiatru, w żurawi jesienny klangor, świerszcze, w koncert barokowy lub w brzmienie ciszy. To stan umysłu podobny w swojej istocie do zapatrzenia w dal, chociaż nie jest odbierany wzrokiem. Zasłuchanie i zapatrzenie w dal oraz przestrzeń są dla mnie nierozerwalnie związane, dopełniają się wzajemnie.

      Myślę, że "większość rzeczy w życiu" nie zaczyna się od zapatrzenia i zasłuchania , bo one bywają zaprzeczeniem funkcjonalnej praktyczności i czymś daleko odmiennym od zwykłego spostrzegania. Spostrzegamy kawałek mięsa, światła na skrzyżowaniu, szczotkę lub inny przedmiot. Od zapatrzenia i zasłuchania zaczyna się malarstwo, refleksja, wiersz, uczucie, zauroczenie, a to już wykracza poza tak zwaną prozę życia. 









     

sobota, 25 stycznia 2014

Zimowe pejzaże

Drzewa nie odcinają się nazbyt ostrą linią od szaro- błękitnego tła, ale raczej sprawiają wrażenie jakby wtapiały się i rozpływały łagodnie w przestrzeni nieba. Mróz szczypie w policzki, ręce drętwieją, ale późnopopłudniowe światło ociepla nie tylko barwy, ale i duszę zapatrzonego w zimowy pejzaż wędrowca.







wtorek, 21 stycznia 2014

Spóźniona zima.

Spóźniona, kapryśna tego roku zima nadeszła. Śniegiem i mroźnym, wychładzającym wiatrem zaznaczyła swoją obecność. Lekko rozproszone poranne światło snuje się płasko, nisko i miękko, a biel miesza się z delikatnymi tonami żółci, czerwieni i błękitu.







Jaskrawość wschodzącego nad horyzont słońca wygasza kolory budzącego się dnia. Latem lub jesienią tę słoneczną jaskrawość przyjmuje w siebie łąka, torf  lub ziemia, teraz jednak zakrył je szczelnie śnieg, a od niego cała ta świetlistość odbija się i potęguje oślepiającym blaskiem. Z mocnych barw pozostają wtedy już tylko błękit i biel, a reszta blaknie i traci swoją intensywność. To dlatego nie fotografuję w oczywiście słoneczne i bezchmurne dni. Zimowy pejzaż nęci mnie i przywołuje z powrotem dopiero wtedy, kiedy późnym popołudniem ustępuje aż nazbyt brutalna jaskrawość.

P.S. Zdjęcia zrobione zostały przy użyciu filtru zmiękczającego. Myślę, że pasuje on dobrze do porannego snucia się i mieszania barw oraz nie do końca wyostrzonych konturów przedmiotów.





środa, 15 stycznia 2014

Pejzaże aksamitne.

Pejzaż aksamitny to dla mnie miękkość i fakturowość. Rysunek powinien być w takim pejzażu lekko rozmyty, miękki, delikatny. Błądzące w przestrzeni i splątane gałęzie drzew są jak muśnięte ledwie wyczuwalnym podmuchem wiatru. Wpisują się w czerwienie i fiolety brzasku miękko, na tyle wyraziście, że wyglądają na płonące żywym ogniem.




Woda i lód sprawiają wrażenie, jakby ich materia była ciężka i gęsta , a ich nasycenie kolorem głębsze od rzeczywistego.Odrealnione wydają się też być kontury drzew, o nie do końca ostrych i jednoznacznych krawędziach. Aksamitny pejzaż przyciąga jakąś tajemnicą, czymś dziwnym i nie w pełni określonym, ale  w gruncie rzeczy obcym. Jest trochę jak baśń lub sen, im bardziej próbujemy go oswoić i uczynić oczywistym, tym bardziej ucieka gdzieś w dal lub rozpryskuje się jak mydlana bańka.





P.S. Na koniec, już poza właściwym tekstem, zamieszczam uwagę techniczną. W tej serii zdjęć zastosowałem filtr cokin diffuser 2 (zmiękczający). Jego stosowanie wymaga jednak bardzo starannego i przemyślanego doboru kadrów.

piątek, 10 stycznia 2014

Jesienna zima

Miała być zima, a wyszła jesień. Miało być biało, graficznie i ascetycznie, a nie jest. Słoneczne światło rzadko ostatnio rozświetla łąki. Tej zimy dnie zazwyczaj snują się, ciągną sennie i monotonnie pod kopułą szarawego nieba. Bywa jednak, że ciężka i jednolita warstwa chmur rozrzedza się, a wtedy za sprawą porannego słońca robi się malarsko, rdzawo - czerwono, pięknie. Ot, taki kaprys matki natury, pejzaż wyłaniający się na krótką chwilę, zanim szara kopuła nieba zamknie się na nowo.