niedziela, 30 listopada 2014

Zima w czerwieniach.

Zimowe dni tego roku są najczęściej szarą i bezsłoneczną kontynuacją jesieni. To dlatego brzaski, wschody słońca oraz róże i czerwienie wieczornego nieba to obecnie dar szczególnie cenny, bo niecodzienny.





Zima zaczęła się tego roku od opadów mokrego i topniejącego śniegu. Mróz nadszedł jednak w porę i obielił drzewa. Te koronkowe biele na tle szarości nieba i czerni pni konarów to następny dar tej zimy. Jest piękny nawet bez błękitu nieba i słonecznego blasku.
http://iwaszko.fotopozytywy.pl/index.php?album=218&sort=1


czwartek, 20 listopada 2014

Listopadowy post

Listopad tego roku nie rozpieszcza, słońce chowa się za szczelną zasłoną zachmurzenia. Jest cicho, łąki opustoszały. Snuje się się po nich podlaski jesienny smętek.
 http://iwaszko.fotopozytywy.pl/index.php?album=216&sort=1
Najczęściej widuję teraz sarny, czasem jednak pokaże się łoś, a nawet i orzeł. To dobrze, bo takie spotkania ożywiają listopadową szarość.











sobota, 1 listopada 2014

Ludzie bezdomni - refleksja na Dzień Zaduszny.

Słowa przeczytane przeze mnie w książce W. Myśliwskiego "Kamień na kamieniu" sprowokowały mnie do zadania sobie pytania: co się takiego stało, że kiedy myślę ziemia, dom, grób przychodzą mi na myśl podlaskie Kapice, a nie blokowisko wybudowane w latach 50 -ych. Jak to się stało, że miasto w którym urodziłem się i przeżyłem około 40- kilku lat życia nigdy nie było i nie będzie moim domem?  Dlaczego, dopóki sam nie wybrałem nadbiebrzańskich Kapic, byłem właściwe bezdomnym, nie mając świadomości tego faktu?

         Myśliwski opisywał miejsce, w którym: każdy każdego znał, ziemia łączyła we wspólnym losie wszystkich mieszkańców wioski, przywiązywała do siebie poprzez znój, trud, pot, pracę wykonywaną niejednokrotnie wspólnie przez kilka rodzin, na jednym polu, jednej łące. Z tej ziemi wyrosła tradycja, zwyczaje, marzenia, lęki, radości wspólne i zrozumiałe dla wszystkich. Ziemia była darem i podstawą, bo to przecież z niej wyrastały nie tylko ziemniaki, zboże i trawy, ale też i tożsamość, poczucie więzi, duma i godność gospodarska. Stosunek do ziemi, tradycji  z niej wyrosłej decydował nie tylko o indywidualnym losie, ale przede wszystkim o tym,  kim się człowiek stawał i jak się definiował. Ziemia uprawiana w trudzie, wymagająca i obdarowująca plonem przywiązywała bowiem człowieka do siebie na tyle mocno, że stawała się dla niego oczywistym miejscem na życie, śmierć i grób.

W mieście takie enklawy silnej i jednorodnej tradycji, opartej na związku z ziemią i pracą też były. Tak było w tradycyjnych górniczych osiedlach. Tam ludzi łączył etos pracy na kopalni, gołębie, ogródki działkowe, wspólne tradycje i  zwyczaje rodzinne oraz sąsiedzkie. Ja jednak urodziłem się, a następnie wychowywałem w blokowisku. Moim środowiskiem była nie ziemia, ale klatka schodowa, chodnik, ulica. Sąsiedzi nie byli właściwie sąsiadami. Nie łączyło ich nic, bo co wspólnego ze sobą miała księgowa, elektryk, inżynier, ekspedientka czy gospodyni domowa. Jaki miałby być ich wspólny etos oparty na tradycji, skoro każdy robił co innego. Po pracy każdy przemykał szybko korytarzem i zamykał się w swojej komórce blokowiska. Tak samo było i w każdej innej klatce schodowej, bo dlaczego  miałoby być inaczej. Na szczęście, w domu była ogromna biblioteka, pełna dobrej, klasycznej literatury. To dlatego budowałem swój własny i odrębny świat czytając książki, coraz to bardziej oddalając od nijakiego kulturowo blokowiska.

Nie wrosłem też w miejski pejzaż, w wyasfaltowane ulice i chodniki, w ciasną przestrzeń pomiędzy betonowymi ścianami budynków, bez odległej linii horyzontu i rozgwieżdżonej kopuły nieba nad głową.

Tak dorosłem do bezdomności. Dom to przecież coś więcej niż betonowa komórka w blokowisku, to też i otoczenie kulturowe, które ma swoją tożsamość. Daremnie by szukać tradycji i tożsamości w blokowisku. W galeriach handlowych lub biurowcach zbudowanych z aluminium i szkła też nie ma miejsca na małą ojczyznę.

Wybór dokonał się w końcu sam. Ciszy, przestrzeni, oddechu, bycia pomiędzy niebem a ziemią uczyłem się dopiero na Podlasiu. Po wielu latach wędrówek nadbiebrzańskich dotarło do mnie, że na tej ziemi postawię dom, a kiedy już go postawiłem i zacząłem wrastać w wioskę, łąki i brzeziny,  zrozumiałem, że moim przeznaczeniem jest dożyć tutaj swoich dni . Mały i cichy, cmentarzyk otwarty na łąki, to mój cmentarz, czeka na mnie. Tutaj ma być mój grób - a "grób to przecież też dom, tylko tyle, że na tamtym świecie" ( cytat z "Kamień na kamieniu").  I tak przestałem być bezdomnym. Prawdziwie Twoja ziemia jest dobra i do życia i do umierania. Jest bowiem tak, że tylko ziemia,w której gotów jesteś spocząć, może dać Ci pełnię życia.









środa, 29 października 2014

Bieliki

Mozaika pustych rozległych łąk, turzycowisk i brzezin, pośród których wije się rzeka Ełk, jest dla bielika szczególnie atrakcyjna. Ptaki te znajdują tutaj wszystko, co jest im potrzebne do życia, w zamian wnosząc w pejzaż majestatyczne, iście królewskie piękno.





   

wtorek, 21 października 2014

Piony, poziomy i detale pejzażowe.

Przestrzeń w nadbiebrzańskiej dolinie jest rozległa. Człowiek jest tu okolny pejzażem. Pozioma, szeroka i odległa linia horyznotu zamyka odległy widnokrąg.



 Nad głową, ku górze, otwiera się wolna i nieograniczona przestrzeń pod kopułą nieba.


Z tej rozległości pejzażowej można obiektywem aparatu wydobyć interesujące detale.



Nie detal jednak stanowi o istocie nadbiebrzańskiej przestrzeni, ale jej otwartość, dal i rozległość.



 http://iwaszko.fotopozytywy.pl/index.php?album=14&sort=



 















wtorek, 14 października 2014

Jesienne pastwisko.

Dzisiejsza poranna wyprawa zakończyła się nieopodal wioski. Było mglisto. Tuż nad linią horyzontu nisko zawisły chmury. Niebo nad łąkami nie było jednak całkiem zasnute. Wschodzące słońce skrywało się za zasłoną mgieł, delikatnie i miękko rozświetlonych. W takiej  scenerii konie wypasane na przydrożnej łące i bezlistne już korony drzew tworzą pejzaż, w którym, w jedno stapia się jesienna nostalgia z tęsknym zapatrzeniem w dal i w siebie równocześnie, ot, taka wędrówka wgłąb własnej duszy.








 Link do albumu o podobnej tematyce ( ze strony fotograficznej):   Kapice - jesienne poranki

środa, 8 października 2014

Jesienne wędrówki o poranku.

O tej porze roku wędrówki po kapickich łąkach i grądzikach mają szczególny klimat. Łąki są wprawdzie za suche na to, aby nasycić wilgocią poranne powietrze na dłużej, ale jesienne mgły nie zniknęły na szczęście z nadbiebrzańskiego pejzażu. Dobrze jest wyruszyć jeszcze w nocy, po to, aby nie  przegapić koloru i nastroju brzasku. Mgła rozlewa się miękko w rozległej przestrzeni łąk.Otula wędrowca, tłumi wokół niego dźwięki i zakrywa przed nim to, co oddalone. Nie słychać nawet własnych kroków, idąc ma się wrażenie, jakby się przez tę poranną mglistość płynęło.
A kolory i światło też są delikatne i rozproszone. Szarości przechodzą o brzasku w delikatne róże, słoneczna tarcza przebija się blaskiem przez wilgotną zasłonę mgieł miękko, bez natarczywej jaskrawości. Trawy i turzyce bywają obielone szronem.  
Mgła wraz ze wzrostem temperatury poranka i wznoszeniem się ponad linię horyzontu słońca powoli ustępuje, a z niej wyłaniają się ostre kontury dnia.




Coraz ostrzej, wyraźniej i dalej widać to, co wokół. Odsłaniają się ukryte dotąd za gęstą kurtyną mgieł tajemnice. Teraz trzeba zamienić się w oczekiwanie, unikać gwałtownego i natarczywego wdzierania się w misterium natury. Można wtedy wiele zobaczyć.
Klępa widoczna na zdjęciach poniżej spokojnie żerowała, po czym położyła się w trawie. Nie zorientowała się, że była obserwowana. Mogłem oddalić się nie burząc jej spokoju. Takie spotkania cieszą najbardziej.




Spotkanie koziołka lub saren, chociaż do rzadkości nie należy, to jednak miły podarunek od Pani Biebrzy. To, co zwykłe, też bywa piękne.





Na koniec, fotograficzny zapis ze spotkania, już za dnia, z łosiem jednorogim. Taki przypadek 06 października to widok zgoła niecodzienny.


Po raz kolejny pisałem o przechodzeniu nocy w dzień, ale narodziny jesiennego dnia to przeżycie do którego warto wracać. Proszę, nie lekceważcie jesiennych poranków i dni, spróbujcie powędrować przez nie sami.