Lato tego roku to nie tylko jaskrawość i żar. To także czas burz, ale zanim burza nadejdzie bywa parno i duszno. Taka aura uaktywnia owady. Trudno jest wtedy wytrzymać na łąkach nie tylko człowiekowi, także i zwierzętom. Duchota i owady dokuczają zarówno tym dzikim, jak i udomowionym. Te dzikie przemieszczają się swobodnie. Te gospodarskie pasą się na łąkach zagrodzonych pastuchami. To dlatego na dobrym i przyjaznym dla zwierząt pastwisku rosną stare drzewa. Drobniejsze zadrzewione kępy też dają dobre schronienie przed żarem, ślepakami i końskimi muchami. Łąka jest zazwyczaj w takich miejscach wydeptana, uczerniona odsłoniętą ziemią, a na drzewach widać ślady czochrania. Konie trzymają się tu razem, bo w grupie łatwiej im oganiać się i bronić przed natarczywymi i kąśliwymi owadami. To dlatego zostawiano kępy zadrzewień pośród otwartych przestrzeni łąk.
Kępy zadrzewień i stare pojedyńcze drzewa dawały też schronienie ptakom. Pożyteczne były i dla człowieka, który mógł w cieniu, pod osłoną drzew usiąść, odpocząć lub zapatrzyć się w dal.
Wiejski, podlaski pejzaż,ubożeje bez samotnych drzew, miedz, zadrzewień śródłącznych i śródpolnych. Znikają też z łąk krowy i konie. Pamiętajmy o tym, nie można równać wszystkiego do poziomu gruntu, w przeciwnym wypadku gonitwa za dopłatami zniszczy piękno podlaskiej wsi - piękno, które nadal jeszcze tu trwa. Przyjmujemy je za oczywiste i dane nam na zawsze, ale tak niestety nie jest. Trzeba o tym pamiętać.
piątek, 15 lipca 2016
piątek, 8 lipca 2016
Między niebem a ziemią.
Miedzy niebem a ziemią jest miejsce na życie. Mieszkam pod kopułą nieba, matka ziemia to moja podpora, a za odległym horyzontem skrywają się tęsknoty i nadzieje. Potrzebuję tej rozległej przestrzeni jak powietrza, bo tylko po niej można szybować swobodnie i być unoszonym porywami wiatru. Mam wrażenie, że z każdym oddechem wchłaniam w siebie świeżość i moc prawie nieograniczonego przestworu kapickich łąk. Czasem niebo wydaje się być zawieszone tutaj na tyle nisko, że wystarczy wyciągnąć w górę ręce, aby go dosięgnąć. Ktoś powie, że to tylko złudzenie, niemożliwe do praktycznej realizacji, ale czy taką miarą można traktować poezję. A przecież kapickie łąki zawieszone pod kopułą nieba to najczystsza poezja.
sobota, 2 lipca 2016
Letnich wędrówek ciąg dalszy - fotograficzny notes.
Tym razem proponuję kontynuację poprzedniego postu. Na łąkach i w brzezinie nadal jest parno i gorąco. Ślepaki oszalały i niemiłosiernie tną wędrowca. Skwar i owady wyganiają z otwartych przestrzeni nawet zwierzęta. Najłatwiej zobaczyć sarny, inne spotkania stały się rzadsze. W takich warunkach najlepiej jest wyruszać w drogę jeszcze przed świtem lub późnym popołudniem. Uroku dodają poranne mgły i dobrze wysycone barwy. Poranki są wprawdzie piękne, ale wczesne i nazbyt krótkie, potem światło staje się jaskrawe.
Środek dnia, samo południe, najlepiej przeczekać w cieniu, ograniczając wysiłek wykonywany pod gorącą nieosłoniętą kopułą nieba do niezbędnego minimum. Późnym popołudniem można znowu wyruszać w łąki, o ile tylko nie zanosi się na burzę, bo wtedy owady atakują szczególnie zawzięcie. Tutaj, na wsi, rytm dnia zależny jest od pory roku i pogody - skwaru, deszczu i wichury. Oblepiający letni żar przypomina o tym, podobnie jak gwałtowna burza.Człowiek zna tutaj swoje miejsce. Trwa, bo z jednej jest podobny do mocnego, zakorzenionego drzewa, wrosłego w tradycję i ziemię, z drugiej zaakceptował surowe warunki narzucane mu przez naturę. To trudne i męczące, ale miłość nie jest łatwa, a przecież kochamy matkę naturę.
Środek dnia, samo południe, najlepiej przeczekać w cieniu, ograniczając wysiłek wykonywany pod gorącą nieosłoniętą kopułą nieba do niezbędnego minimum. Późnym popołudniem można znowu wyruszać w łąki, o ile tylko nie zanosi się na burzę, bo wtedy owady atakują szczególnie zawzięcie. Tutaj, na wsi, rytm dnia zależny jest od pory roku i pogody - skwaru, deszczu i wichury. Oblepiający letni żar przypomina o tym, podobnie jak gwałtowna burza.Człowiek zna tutaj swoje miejsce. Trwa, bo z jednej jest podobny do mocnego, zakorzenionego drzewa, wrosłego w tradycję i ziemię, z drugiej zaakceptował surowe warunki narzucane mu przez naturę. To trudne i męczące, ale miłość nie jest łatwa, a przecież kochamy matkę naturę.
środa, 22 czerwca 2016
Czerwcowe wędrówki w czas sianokosów - zapis fotograficzny.
Lato w pełni. Kolejny rok jest suchy. Bagna można przejść suchą nogą. Czerwcowe kwiaty i rdzawy szczaw nie barwi już wytrwale i pośpiesznie koszonych łąk. Te jeszcze nietknięte kosiarkami pozostały kolorowe. Czas sianokosów trwa jednak krótko i już za kilka dni na prawie bezkresne łąki powróci cisza, bezruch i spokój. Człowiek pojawia się tutaj poza okresem koszenia bardzo rzadko, zabiera co jego i powraca do swoich wiosek. Zdarzają się i tacy których śródbagienna włóczęga przyciąga, wabi, ale jest ich niewielu i przemierzają nadbiebrzańskie przestrzenie bez zgiełku i zamieszania. Prawie ich nie widać i nie słychać.
Zwierzęta zachowują się tak, jakby wiedziały, że rolnik w traktorze przyjechał tu tylko po siano. Przyzwyczaiły się nawet trochę do traktorów. Pozostają wprawdzie dalej ostrożne, ale na otwartych przestrzeniach łąk nadal się pokazują. Widziałem już nawet zdjęcie wilka zrobione z traktorowej kabiny telefonem komórkowym. Ja o takich spotkaniach marzę, ale widać ten wilk bardziej obawia się widoku ludzkiej sylwetki niż traktoru. Raz nawet udało mi się go spotkać w gęstej mgle, o brzasku, ale natychmiast pośpiesznie oddalił się. http://iwaszko.fotopozytywy.pl/index.php?tag=147&detail=2793
Cóż, wilka ostatnio nie spotkałem, ale innych mieszkańców łąk i lasów tak, czego widomy ślad pozostał na zdjęciach.
Zwierzęta zachowują się tak, jakby wiedziały, że rolnik w traktorze przyjechał tu tylko po siano. Przyzwyczaiły się nawet trochę do traktorów. Pozostają wprawdzie dalej ostrożne, ale na otwartych przestrzeniach łąk nadal się pokazują. Widziałem już nawet zdjęcie wilka zrobione z traktorowej kabiny telefonem komórkowym. Ja o takich spotkaniach marzę, ale widać ten wilk bardziej obawia się widoku ludzkiej sylwetki niż traktoru. Raz nawet udało mi się go spotkać w gęstej mgle, o brzasku, ale natychmiast pośpiesznie oddalił się. http://iwaszko.fotopozytywy.pl/index.php?tag=147&detail=2793
Cóż, wilka ostatnio nie spotkałem, ale innych mieszkańców łąk i lasów tak, czego widomy ślad pozostał na zdjęciach.
sobota, 11 czerwca 2016
Nadbiebrzański pejzaż w podczerwieni.
W epoce cyfrowej fotografii technika nazbyt często redukuje zdjęcia do roli dokumentalnego zapisu. Natychmiastowy ogląd zapisanego obrazu pozwala ponadto na poprawianie niedociągnięć kadru i naświetlenia podczas fotografowania. Często przecież możemy poprawić błędy powtarzając nawet kilkakrotnie to samo zdjęcie z nanoszonymi poprawkami ekspozycji. Fotografujący ma możliwość większej niż w czasach analogu kontroli nad jakością i wyglądem zapisywanego obrazu już w czasie fotografowania.
Postęp techniczny z jednej strony upraktycznił i ułatwił fotografowanie, z drugiej jednak odarł go z magii, tajemnicy. W fotografii analogowej uzyskany obraz ukazywał się dopiero po wywołaniu negatywu i wykonaniu powiększenia. To wyczekiwanie miało swój urok, a dobry efekt smakował lepiej i pełniej. Niedoskonałości odtworzenia w przypadku dobrego fotogramu były jego atutem, a nie wadą. Dotyczyło to zwłaszcza czarno białych zdjęć.
Fotografowanie w podczerwieni na przeterminowanych o około 5 lat negatywach i jednobiektywowym aparacie daje ten dreszcz emocji i smak tajemnego rytuału. Trzeba załadować do aparatu film czuły na podczerwień. Potem trzeba ustawić aparat na statywie, precyzyjnie wykadrować i zmierzyć ekspozycje, uwzględniając straty światła jakie wynikną z nałożenia na obiektyw filtru tak ciemnego, że po jego założeniu gołym okiem nic już przez niego nie widać. Trzeba też śpieszyć się, aby ustalone wcześniej parametry ekspozycji nie zmieniły się zanadto. Dopiero teraz można nacisnąć spust migawki, a potem pozostaje już tylko wyczekiwać w atmosferze nadziei i niepokoju na nie do końca przewidywalny efekt. Czasem tęsknię do tej magii i tajemnicy, bo bez nich nie ma prawdziwej satysfakcji i radości tworzenia, tak jak ze wszystkim co w życiu niebanalne, ważne i intensywne.
http://iwaszko.fotopozytywy.pl/index.php?album=251&sort=1
http://iwaszko.fotopozytywy.pl/index.php?album=163&sort=1
Postęp techniczny z jednej strony upraktycznił i ułatwił fotografowanie, z drugiej jednak odarł go z magii, tajemnicy. W fotografii analogowej uzyskany obraz ukazywał się dopiero po wywołaniu negatywu i wykonaniu powiększenia. To wyczekiwanie miało swój urok, a dobry efekt smakował lepiej i pełniej. Niedoskonałości odtworzenia w przypadku dobrego fotogramu były jego atutem, a nie wadą. Dotyczyło to zwłaszcza czarno białych zdjęć.
Fotografowanie w podczerwieni na przeterminowanych o około 5 lat negatywach i jednobiektywowym aparacie daje ten dreszcz emocji i smak tajemnego rytuału. Trzeba załadować do aparatu film czuły na podczerwień. Potem trzeba ustawić aparat na statywie, precyzyjnie wykadrować i zmierzyć ekspozycje, uwzględniając straty światła jakie wynikną z nałożenia na obiektyw filtru tak ciemnego, że po jego założeniu gołym okiem nic już przez niego nie widać. Trzeba też śpieszyć się, aby ustalone wcześniej parametry ekspozycji nie zmieniły się zanadto. Dopiero teraz można nacisnąć spust migawki, a potem pozostaje już tylko wyczekiwać w atmosferze nadziei i niepokoju na nie do końca przewidywalny efekt. Czasem tęsknię do tej magii i tajemnicy, bo bez nich nie ma prawdziwej satysfakcji i radości tworzenia, tak jak ze wszystkim co w życiu niebanalne, ważne i intensywne.
http://iwaszko.fotopozytywy.pl/index.php?album=251&sort=1
http://iwaszko.fotopozytywy.pl/index.php?album=163&sort=1
wtorek, 10 maja 2016
Nadrzeczne zapatrzenie i zasłuchanie.
Wystarczy usiąść nad rzeką tak, aby samemu być jak najmniej widocznym, zapatrzyć się i zasłuchać. Im dłużej wtapiamy się w nadrzeczną przestrzeń, tym więcej nadlatuje, przelatuje, odzywa się ptaków. Pojawiają się, rybitwy, łabędzie, czaple, błotniak stawowy, żurawie, bocian czarny. Nad głową krąży uparcie bekas kszyk. Wydaje się, że czas zatrzymuje się, zastyga w bezruchu jak my sami. Zmrok nadchodzi tak szybko, że zaskakuje nas. Przypomina nam o upływającym czasie. Może tak samo zaskakuje nas starzenie się, przemijanie i kruchość piękna. Myślę, że kiedy jesteśmy zapatrzeni w piękno zapominamy o przemijaniu, dotykamy przez krótką chwilę wieczności. http://iwaszko.fotopozytywy.pl/?tag=107
wtorek, 3 maja 2016
Łosie i wierzbowe zakrzaczenie.
Na mozaikę ekosystemów wokół Kapic składają się koszone zmienno-wilgotne łąki, otwarte turzycowiska, brzezina, ols, strefa szuwarów w bezpośrednim sąsiedztwie rzeki Ełk, sosnowe lasy i ciągi polodowcowych wyniesień mineralnych, nazywanych tutaj grzędami. Teren ten formowała nie tylko natura, także i człowiek, poprzez wykaszenie łąk, kopanie torfu lub wypas krów i koni, obsadzanie dróg wierzbami itd. Tak powstawał przez wieki jedyny w swoim rodzaju pejzaż, kapryśny, zmienny, zależny od wody i działań człowieka.
Zwarte wierzbowe zakrzaczenia to obecnie jeden z ważniejszych elementów tego środowiska. Dla łosi jest to żerowisko i bezpieczna ostoja, a to przecież właśnie łosie są "tutejszymi" od wieków. To ich obecność jest przede wszystkim tutaj ważna i istotna, stanowi o charakterze i klimacie kapickich łąk i brzezin. Może chociaż dlatego warto się zastanowić nad sensem i skutkami wycinania zwartego zakrzaczenia wierzbowego. Czasami myślę, że niektóre,tak zwane, unijne projekty ochronny czynnej lub pozyskiwanie pieniędzy z dotacji rolno- środowiskowych nie służą ekosystemowi, raczej przynoszą więcej szkody niż pożytku. Warto się też zastanowić nad tym, czy głębokie ingerowanie w cały ekosystem można uzasadniać ochroną jednego tylko gatunku, którego i tak już praktycznie w tym ekosystemie nie ma i żadne drastyczne działania tego nie zmienią. Utraciłem pewność, że chodzi tutaj o dobro przyrody i zacząłem się obawiać, że tak naprawdę chodzi głównie o pieniądze. Mam nadzieję, że moje obawy są płonne i to ja się mylę. Ale jeśli nie, to co dalej?
Okolice Kapic to mój dom, pejzaż który wybrałem na życie. Tymczasem, za unijne pieniądze na Dębcu ( http://www.fluidi.pl/o,4604/Debiec/?zn=0&tab=1 ), w miejscu oddalonym i odciętym od bezmyślnej konsumpcji i " gadżetowej cywilizacji", ma być budowana infrastruktura dla turysytów (wieża widokowa i kładka). To tak jakby, w świątyni kupczyć plastikowymi pamiątkami przed ołtarzem. Tak widać musi być, euro ważniejsze bywa od łosia i Dębca, a zapatrzenie w nadbiebrzańską dal, zasłuchanie w ciszę pustych łąk i cały ten przecudnie snujący się we mgle "biebrzański smętek" to przeżytek. Chciałbym dalej wierzyć, że to co napisałem to nieprawda, ale o nadzieję coraz trudniej.
Link do strony, tag Dębiec http://iwaszko.fotopozytywy.pl/?tag=113
Linki do niektórych łosich albumów ze strony fotograficznej : http://iwaszko.fotopozytywy.pl/index.php?album=228&sort=1 , http://iwaszko.fotopozytywy.pl/index.php?album=215&sort= oraz http://iwaszko.fotopozytywy.pl/index.php?album=222&sort=
P.S. Miał być tekst o łosiach i ich maskowaniu się w wierzbowych krzakach. Wyszło to co wyszło. Widać to co boli zawsze pcha się do przodu, a samotność człowieka wobec biebrzańskiej natury skłania do refleksji szerszych niż tylko przyrodniczy opis.
Zwarte wierzbowe zakrzaczenia to obecnie jeden z ważniejszych elementów tego środowiska. Dla łosi jest to żerowisko i bezpieczna ostoja, a to przecież właśnie łosie są "tutejszymi" od wieków. To ich obecność jest przede wszystkim tutaj ważna i istotna, stanowi o charakterze i klimacie kapickich łąk i brzezin. Może chociaż dlatego warto się zastanowić nad sensem i skutkami wycinania zwartego zakrzaczenia wierzbowego. Czasami myślę, że niektóre,tak zwane, unijne projekty ochronny czynnej lub pozyskiwanie pieniędzy z dotacji rolno- środowiskowych nie służą ekosystemowi, raczej przynoszą więcej szkody niż pożytku. Warto się też zastanowić nad tym, czy głębokie ingerowanie w cały ekosystem można uzasadniać ochroną jednego tylko gatunku, którego i tak już praktycznie w tym ekosystemie nie ma i żadne drastyczne działania tego nie zmienią. Utraciłem pewność, że chodzi tutaj o dobro przyrody i zacząłem się obawiać, że tak naprawdę chodzi głównie o pieniądze. Mam nadzieję, że moje obawy są płonne i to ja się mylę. Ale jeśli nie, to co dalej?
Okolice Kapic to mój dom, pejzaż który wybrałem na życie. Tymczasem, za unijne pieniądze na Dębcu ( http://www.fluidi.pl/o,4604/Debiec/?zn=0&tab=1 ), w miejscu oddalonym i odciętym od bezmyślnej konsumpcji i " gadżetowej cywilizacji", ma być budowana infrastruktura dla turysytów (wieża widokowa i kładka). To tak jakby, w świątyni kupczyć plastikowymi pamiątkami przed ołtarzem. Tak widać musi być, euro ważniejsze bywa od łosia i Dębca, a zapatrzenie w nadbiebrzańską dal, zasłuchanie w ciszę pustych łąk i cały ten przecudnie snujący się we mgle "biebrzański smętek" to przeżytek. Chciałbym dalej wierzyć, że to co napisałem to nieprawda, ale o nadzieję coraz trudniej.
Link do strony, tag Dębiec http://iwaszko.fotopozytywy.pl/?tag=113
Linki do niektórych łosich albumów ze strony fotograficznej : http://iwaszko.fotopozytywy.pl/index.php?album=228&sort=1 , http://iwaszko.fotopozytywy.pl/index.php?album=215&sort= oraz http://iwaszko.fotopozytywy.pl/index.php?album=222&sort=
P.S. Miał być tekst o łosiach i ich maskowaniu się w wierzbowych krzakach. Wyszło to co wyszło. Widać to co boli zawsze pcha się do przodu, a samotność człowieka wobec biebrzańskiej natury skłania do refleksji szerszych niż tylko przyrodniczy opis.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







































